Do wypadku doszło ok. 12.30 w jednej z lepszych szkół w Zielonej Górze - w Gimnazjum nr 6 przy ul. Chopina. Rannego chłopca biegającego w szoku po szkolnym podwórku zatrzymali nauczyciele wf-u i natychmiast wezwali karetkę. - Kiedy otrzymaliśmy sygnał, że karetka jedzie po chłopca, lekarze z oddziału chirurgii dziecięcej przygotowywali już salę do zabiegu. Po zbadaniu, natychmiast zabrali go na stół operacyjny - opowiada Adrianna Wilczyńska, rzecznik zielonogórskiego szpitala - Chłopiec miał urwane cztery palce i rozszarpaną całą dłoń. Był przytomny, ale kontakt z nimi był bardzo utrudniony, gdyż dziecko znajdowało się w bardzo dużym szoku - dodaje.
Udało się uratować jeden palec Operacja trwała blisko trzy godziny. Lekarze zdołali ocalić najmniejszy palec chłopca. Musieli zespolić rozszarpane ścięgna i mięśnie. Pozostałych palców nie udało się uratować, bo zostały zmiażdżone na kawałki. Do szpitala, na ogólne badania trafił także kolega z ławki "młodego pirotechnika". Po badaniach gimnazjalista został wypuszczony do domu. Na szczęście wybuch nie zrobił mu krzywdy. Chłopiec jest jednak w bardzo dużym stresie.
Skąd chłopiec mógł mieć materiał wybuchowy? Nie wiadomo. Nauczyciele są w szoku. Chłopiec prawdopodobnie próbował rozciąć kopertę, w której znajdował się materiał wybuchowy. Eksplozja była tak duża, że rozerwała na kawałki lewą rękę chłopca.
Akcja ewakuacja
Sprawą wybuchu w zielonogórskim gimnazjum zajęła się zielonogórska policja. Gazeta nieoficjalnie dowiedziała się, że chłopiec miał w domu ok. 3 kg podobnego materiału. Śledczy przesłuchali świadków wypadku - uczniów, nauczycieli. Po godzinie podjęli decyzję, by przeszukać dom gimnazjalisty. - To standardowe procedury, musimy upewnić się, czy chłopiec nie miał więcej materiałów wybuchowych w domu - tłumaczy Małgorzata Stanisławska, rzecznik zielonogórskiego komendanta.
Do domu chłopca - "bliźniaka" przy ul. Mechaników, wezwano pirotechników z wojewódzkiej komendy w Gorzowie. Profilaktycznie ewakuowano osiem rodzin, z domów, które graniczyły z mieszkaniem gimnazjalisty. Ok. 30 osób. na miejsce przyjęły także dwa zastępy strażaków, w razie "W" czekała także erka zielonogórskiego pogotowia. Na razie nie wiadomo, czy znaleziono w budynku niebezpieczne środki.
Interesował się chemią?
Jedna z wersji zakłada, że chłopiec materiał chemiczny mógł zamówić na Allegro. Nauczyciele przyznają, że chłopak interesował się chemią i fizyką. - Był dobrym uczniem, nie sprawiał kłopotów wychowawczych. Może chciał zrobić jakieś doświadczenie chemiczne? Nie wierzymy, by próbował skonstruować bombę. To nie ten typ ucznia - opowiadają nauczyciele.




