Radom. Kilku studentów jedzie miejskim autobusem. - Jak twoja praca magisterska? Będziesz pisał? - pyta jeden z nich. - Nie mam czasu, muszę kupić - odpowiada drugi. - Ja chyba też tak zrobię - odzywa się trzeci. I rozmawiają dalej: ile trzeba zapłacić, kto ze znajomych zdecydował się jednak napisać sam i jak mu idzie. Rozmawiają głośno, bez skrępowania.
Czy na radomskich uczelniach kupowanie i plagiat prac licencjackich, inżynierskich i magisterskich to powszechny proceder?
- To jest plaga. Byłbym idealistą, gdybym twierdził, że to zjawisko nie występuje. Właśnie rozmawiałem z dr Adamem Duszykiem, który się żalił, że fragmenty jego pracy doktorskiej krążą w internecie oraz, że wykorzystywane są w pracach licencjackich - mówi Krzysztof Żmudzin, dyrektor Międzyuczelnianego Instytutu Dziennikarstwa i Nauk Społecznych im. Wańkowicza. - My zwracamy uwagę na to, czy student i jego jakość intelektualna współgra z pracą. Bo jak ktoś sobie średnio radzi na uczelni, a potem pisze pracę na poziomie rozpraw Kołakowskiego, to jest to podejrzane - dodaje.
Gerard Parzelski, rzecznik Politechniki Radomskiej, podejrzewa tylko, że zjawisko to na największej uczelni w mieście występuje na takim samym poziomie, jak w innych szkołach. - W ostatnim czasie nie było przypadku udowodnienia komuś plagiatu czy tego, że pracę kupił, a póki nie ma dowodu, to wszystko jest w sferze domniemania - tłumaczy rzecznik.
Kanclerz Wyższej Szkoły Handlowej Gerard Maj uważa, że plagiaty prac to sprawa marginalna, a prawdziwym problemem jest ich kupowanie. - Prace licencjackie czy magisterskie to nie są prace odkrywcze. Osoby, które przygotowują je na zlecenie też korzystają z dorobku innych osób - mówi Maj. Kanclerz WSH prowadzi ze studentami seminaria i przyznaje, że trudno jest nawet na tym etapie udowodnić studentowi, że np. licencjat nabył za pieniądze. - Zwykle prace kupują dużo wcześniej i dostarczają mi kolejne rozdziały, bo ja nie przyjmuję prac w całości. Bez problemu nanoszą na nie też moje poprawki - opowiada Maj. - Chociaż są i tacy prowadzący, którzy buńczucznie twierdzą, że widzą to zjawisko - dodaje.
Uczelnia korzysta z programu antyplagiatowego. W tym roku przy jego pomocy sprawdzono wszystkie prace na informatyce oraz wybrane na innych kierunkach. Podobny system wykorzystuje też Politechnika Radomska. Na obu uczelniach w sprawdzanych pracach niczego podejrzanego nie wykryto. Z pomocy takich programów nie korzystają zaś Międzyuczelniany Instytut Dziennikarstwa, Wyższa Szkoła Nauk Społecznych i Technicznych czy Kolegium Nauczycielskie.
- Do tej pory nie zdarzyło się, aby jakikolwiek licencjat był plagiatem - mówi Ewa Zawadzka, dyrektor KN. - Pisane u nas prace nie są odtwórcze, słuchacze muszą prowadzić badania, dlatego trudno byłoby powielić to, co ktoś już napisał. Muszą też podpisać oświadczenie, że pracę przygotowali samodzielnie. Jeśli okazałaby się np. plagiatem to można byłoby ją unieważnić - dodaje.
W Wyższej Szkole Nauk Społecznych i Technicznych w czerwcu tego roku odbędą się pierwsze obrony, ale Maria Pierzchalska, rektor uczelni, podobnie jak dyrektor KN, uważa, że prace licencjackie czy inżynierskie powinny być pisane na podstawie przeprowadzonych przez studentów doświadczeń.
- Na kierunku fitness i kosmetologia młodzi ludzie będą badać np. wpływ jakiegoś kremu na cerę - mówi rektor. - Na finansach i rachunkowości mogą np. przeprowadzać ankiety w radomskich zakładach pracy. Jest szereg możliwości, aby spowodować, że praca będzie musiała być oryginalna - dodaje.




