Anna Bednarek, będąc na drugim roku dziennikarstwa w katowickim oddziale Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych, zaczęła studiować filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Ponieważ w niepublicznej uczelni miała dobre oceny, UŚ przyjął ją od razu na drugi rok. Pierwszy zaliczyła eksternistycznie, umawiając się na zaliczenia z wykładowcami w dogodnych dla siebie terminach. Część ocen wykładowcy po prostu przepisali z indeksu WSUS. - To była ogromna oszczędność czasu - mówi Bednarek.
Aleksandra Bednarczyk na tej samej uczelni studiuje politologię i kulturoznawstwo. Też nie czuje się przemęczona nauką. - Moi wykładowcy zgodzili się na indywidualny tok studiów, więc mogę wybierać godziny ćwiczeń i grupy, z którymi chcę chodzić. Większość wykładowców rozumie, gdy tłumaczę swoją nieobecność na ćwiczeniach drugim kierunkiem - mówi Ola.
Jednokierunkowcy na dwukierunkowców patrzą czasem krzywo. - Traktują drugie studia jak niepodważalne alibi, gdy się nie przygotują albo nie przyjdą na zajęcia. I wykładowcy im odpuszczają - mówi Magda, studentka Akademii Ekonomicznej.
Sama, widząc, że studiowanie dwóch kierunków jednocześnie jest łatwiejsze, niż jej się wydawało, postanowiła od nowego roku iść dodatkowo na socjologię.
Bywa jednak, że także wykładowcy uznają dwukierunkowców za obiboków i nie dają im taryfy ulgowej. To z kolei sprawia, że studenci, którym autentycznie zależy na wykształceniu, czują się dyskryminowani. - Trzeba być niezłym logistykiem, żeby poukładać sobie dwa plany zajęć, ale nie zawsze się to udaje. Zdarza się, że w jednym czasie mam jeden wykład w Katowicach, a drugi w Sosnowcu, więc musiałabym się rozdwoić, by być na obu jednocześnie. Jedna z profesorek powiedziała mi na to, że skoro nie daję rady, powinnam zrezygnować z jednego kierunku - żali się Monika, studentka anglistyki i polonistyki na UŚ.
Dwukierunkowcy skarżą się też, że w czarnych kolorach maluje ich Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które planuje wprowadzić odpłatność za drugi fakultet. - Minister Barbara Kudrycka mówi o nas jak o darmozjadach, którzy uczą się na koszt państwa, odbierając miejsca innym, którzy nie dostali się nawet na jeden kierunek. Czy to nasza wina, że mieli gorsze wyniki? - pyta Katarzyna Marciś, studentka ekonomii i anglistyki.
I dodaje: - Owszem, jesteśmy pazerni, ale na wiedzę. Tym, którzy uważają, że studia na dwóch kierunkach to sielanka, radzę spróbować - mówi Kasia.
Prof. Marek Szczepański, socjolog z UŚ, szanuje studentów, którzy podejmują studia na drugim kierunku. - Widzę same zalety, jeśli człowiek wybiera socjologię i ekonomię, ekonomię i prawo, socjologię i politologię. Większość moich dyplomantów studiuje dwa kierunki, bywa, że w dwóch różnych szkołach. Radzą sobie świetnie - mówi.Studenci dwóch kierunków - łapią dwie sroki za ogon czy harują za dwóch? Pilnością zasłużyli na specjalne traktowanie, a może powinni ponosić konsekwencje wybujałych ambicji - także finansowe? Zdania są podzielone.
Anna Bednarek, będąc na drugim roku dziennikarstwa w katowickim oddziale Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych, zaczęła studiować filologię polską na Uniwersytecie Śląskim. Ponieważ w niepublicznej uczelni miała dobre oceny, UŚ przyjął ją od razu na drugi rok. Pierwszy zaliczyła eksternistycznie, umawiając się na zaliczenia z wykładowcami w dogodnych dla siebie terminach. Część ocen wykładowcy po prostu przepisali z indeksu WSUS. - To była ogromna oszczędność czasu - mówi Bednarek.
Aleksandra Bednarczyk na tej samej uczelni studiuje politologię i kulturoznawstwo. Też nie czuje się przemęczona nauką. - Moi wykładowcy zgodzili się na indywidualny tok studiów, więc mogę wybierać godziny ćwiczeń i grupy, z którymi chcę chodzić. Większość wykładowców rozumie, gdy tłumaczę swoją nieobecność na ćwiczeniach drugim kierunkiem - mówi Ola.
Jednokierunkowcy na dwukierunkowców patrzą czasem krzywo. - Traktują drugie studia jak niepodważalne alibi, gdy się nie przygotują albo nie przyjdą na zajęcia. I wykładowcy im odpuszczają - mówi Magda, studentka Akademii Ekonomicznej.
Sama, widząc, że studiowanie dwóch kierunków jednocześnie jest łatwiejsze, niż jej się wydawało, postanowiła od nowego roku iść dodatkowo na socjologię.
Bywa jednak, że także wykładowcy uznają dwukierunkowców za obiboków i nie dają im taryfy ulgowej. To z kolei sprawia, że studenci, którym autentycznie zależy na wykształceniu, czują się dyskryminowani. - Trzeba być niezłym logistykiem, żeby poukładać sobie dwa plany zajęć, ale nie zawsze się to udaje. Zdarza się, że w jednym czasie mam jeden wykład w Katowicach, a drugi w Sosnowcu, więc musiałabym się rozdwoić, by być na obu jednocześnie. Jedna z profesorek powiedziała mi na to, że skoro nie daję rady, powinnam zrezygnować z jednego kierunku - żali się Monika, studentka anglistyki i polonistyki na UŚ.
Dwukierunkowcy skarżą się też, że w czarnych kolorach maluje ich Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które planuje wprowadzić odpłatność za drugi fakultet. - Minister Barbara Kudrycka mówi o nas jak o darmozjadach, którzy uczą się na koszt państwa, odbierając miejsca innym, którzy nie dostali się nawet na jeden kierunek. Czy to nasza wina, że mieli gorsze wyniki? - pyta Katarzyna Marciś, studentka ekonomii i anglistyki.
I dodaje: - Owszem, jesteśmy pazerni, ale na wiedzę. Tym, którzy uważają, że studia na dwóch kierunkach to sielanka, radzę spróbować - mówi Kasia.
Prof. Marek Szczepański, socjolog z UŚ, szanuje studentów, którzy podejmują studia na drugim kierunku. - Widzę same zalety, jeśli człowiek wybiera socjologię i ekonomię, ekonomię i prawo, socjologię i politologię. Większość moich dyplomantów studiuje dwa kierunki, bywa, że w dwóch różnych szkołach. Radzą sobie świetnie - mówi.




