Olga Prots, 44 lata
Dublany leżą 60 kilometrów od Lwowa i może 50 od Przemyśla. Tam się urodziłam, wychowałam. Tam mieszka mój były mąż, dwaj synowie z rodzinami, dwa lata temu umarła mama.Jak doszło do pierwszego pożaru?
To było 16 lat temu. Chłopcy - siedem i dziewięć lat - byli jeszcze w szkole, a ja z pięcioletnią Oksanką wyszłam na chwilę do sklepu. Stoimy w kolejce i nagle przylatuje do sklepu starszy syn: 'Mamo, szybko, nasz dom się pali'. No to córkę zostawiłam u koleżanki, poleciałam do domu, a domu już nie było.
Ale co się stało?
Podobno wybuchło. Przyjechała policja, spisali, ale nigdy więcej się nie pokazali. Nic więc do dzisiaj nie wiadomo. Razem z domem spaliły się wszystkie meble, ubrania, sprzęty. Zostaliśmy tak, jak staliśmy. A zimno było, marzec. Nie mieliśmy gdzie spać, więc weszliśmy przez okno do opuszczonego kołchozowego baraku. I to jest do dzisiaj nasz dom. Ale to ruina. Bez prądu, woda w studni, ubikacja w podwórzu. Już się wali zresztą.
W tej samej wsi mieszka pani były mąż, ojciec dzieci. Widział spalony dom?
Jasne, że widział. Cała wioska przyleciała zobaczyć, co się dzieje. Postał, popatrzył i nic. Dzieci nawet na jedną noc nie wziął.
Płacił na dzieci?
Nic, w ogóle.
To jak tak można? Dzieci ma i nie płaci?
U nas tak nie karzą za to jak u was w Polsce. Płaci, to płaci, nie płaci, to nie płaci. Na początku coś tam dawał z emerytury matki, ale to było dla nich za ciężko. On zresztą nie pracuje, to z czego ma płacić?
A przedtem, jak był z panią, to też nie pracował?
Pracował. Jako murarz w kołchozie. A potem zaczął jeździć z kolegami do pracy na Sybir i zawsze wracał po pół roku bez kasy. A to mu nie wypłacili, a to mu ukradli, a to zgubił. A w domu to cały czas pił wódkę.
Ja to się od razu denerwuję, jak tego słucham, a pani tak spokojnie o tym opowiada, jakby się tym nie przejmowała.
A czym tu się przejmować? Pijakiem? Ja sobie sama radziłam. Szyłam na ten czas skórzane kurtki, a skórzane kurtki to bardzo drogo się ceniły. Siedziałam sobie z dziećmi w domu, miałam maszynę do szycia i sobie szyłam. Nie narzekałam.
Po co pani za mąż wychodziła za pijaka?
Wtedy jeszcze nie pił.
A długo go pani znała?
Trzy miesiące. Poznaliśmy się na weselu u mojego brata. Ciocia trochę nam pomogła, kupiliśmy ten dom, co się spalił. Po rozwodzie ja w nim zostałam, a on wrócił do swojej mamy. Teraz, jak mieszkamy w tym baraku, to prawie przez płot z nimi. Jego matka, kiedy się spotkamy w sklepie, to nawet się z nami przywita, ale on własnych dzieci na ulicy nie poznaje. Pijany.
Ale ja tam nie mam żalu do pijaków. Jak chcą sobie pić, to niech sobie piją. I tak im to nic nie pomoże.
Rozumiem, ojciec nie mógł się wami zająć, bo pił. Ale że babcia nie przygarnęła wnucząt? Ale za to siostra męża nam pomogła. Przyniosła nam koc. I od kołchozu dostaliśmy trochę cukru. A po jakimś czasie gmina zgodziła się nam wynająć ten barak, do którego się włamaliśmy.
Była jeszcze pani matka. Nie mogliście zamieszkać u niej?
Mama, jak się dowiedziała, że się spaliliśmy, to poszła do urzędu gminy i złożyła takie dokumenty, że w razie czego ja nie mam prawa wejścia do jej domu.
Nie mogę uwierzyć.
No bo ja się i tak u cioci wychowywałam. Mama nas nigdy nie chciała. Tata zmarł, jak miałam sześć lat, a jak miałam osiem, to mnie i brata zabrała ciocia. Ciocia była dla mnie dobra, ale zmarła jeszcze przed wybuchem. Ja się do tych tragedii już przyzwyczaiłam.
Może mama była biedna?
Nie, miała niezłą emeryturę. Dopiero później, na starość, się rozchorowała i z łóżka w ogóle nie wstawała. Oksanka musiała do niej jeździć i się nią opiekować.
Oksanka babcią, a nie babcia Oksanką?
No tak. Gotowała jej, sprzątała, myła ją. Ale wtedy miała już 11 lat.
Mimo że babcia was nie chciała?
W końcu to jednak babcia. No i matka moja.
Od ośmiu lat jesteście w Polsce. Jak pani sobie wyobrażała nasz kraj?
Ja jeszcze wcześniej tu przyjeżdżałam do pracy kilka razy do roku. A jak Oksanka skończyła 13 lat, to przyjechałyśmy już obie na dłużej. Myślałam, że zarobimy trochę pieniędzy, wrócimy i sobie tam jakiś porządniejszy domek kupimy. Na razie cały czas płacimy czynsz za ten barak w Dublanach, żeby było gdzie się zatrzymać, kiedy przyjeżdżamy.
Nadal chcecie wracać?
Ja już nie. Ludzie tu lepsi niż u nas. Jakby się ten drugi pożar znowu przytrafił w Dublanach, toby Oksanki już nie było.
Oksana Prots, 21 lat
Co ci się najbardziej spodobało, kiedy przyjechałaś do Polski?
Wszystko. Najpierw poszłam do zoo, a potem na Stadionie Dziesięciolecia kupiłam sobie za dwa złote kota. Ale najbardziej podoba mi się u was to, że można mieć jeden bilet i na metro, i na autobus, i na tramwaj. U nas, co wsiadasz, to od nowa płać.
Co robisz całymi dniami?
Jeżdżę tramwajem pospacerować po Starym Mieście. Lekarz mówi, że trzeba mi dużo na powietrzu przebywać. A jak w domu siedzę, to najbardziej lubię gotować. Pieczarki gotuję, zupy różne. Upiekę kurczaka albo ciasto.Nie masz urazu do kuchenek gazowych?
Przecież to normalna kuchenka ze zbiorczym gazem. Tamta była z butlą.
Kiedy był ten drugi pożar?
W zeszłym roku, w listopadzie. Mieszkałam wtedy z Piotrem, moim narzeczonym, na Pradze. Była sobota rano. Piotr miał wolne, a ja miałam iść do pracy trochę wcześniej, żeby szybciej skończyć i mieć wolne popołudnie. Wstałam koło piątej. Chciałam kawę zaparzyć, zapaliłam zapalniczkę, no i wybuchło.
Co pamiętasz?
Włosy miałam wtedy bardzo długie. Najpierw one się zajęły, a potem już cała płonęłam jak pochodnia. Jedna myśl u mnie była - wyrzucić tę zapalniczkę. A nie mogłam. I nie wiem, ile trwało, aż ją rzuciłam i zaczęłam krzyczeć, a mój Piotrek obudził się i kołdrą zgasił ogień. Jeszcze tylko numer do mojej mamy mu wybrałam w komórce i potem już niewiele pamiętam. Aha, w szpitalu poprosiłam, żeby mi medalik zdjęli z szyi, bo mi bardzo ciążył. I potem zasnęłam. Miałam bardzo niedobre sny. Obudziłam się i myślałam, że dwa-trzy dni spałam. A okazało się, że miesiąc minął. Nie mogłam się doczekać, aż mi zdejmą bandaże. Chciałam się jak najszybciej zobaczyć.
I jakie wrażenia?
No, szczerze mówiąc, myślałam, że będzie gorzej. Bo pamiętałam, jak się widziałam w lustrze zaraz potem, jak mnie Piotrek zgasił, to okropnie wyglądałam. Włosy spłonęły doszczętnie, skóra o tak mi zwisała. Czoła właściwie nie miałam. A teraz, zobacz, czoło to najlepiej wygląda.
Nie podłamałaś się trochę tym wszystkim?
Nie, bo ja jestem taka, że zawsze myślę: a mogło być gorzej. Życie miałam nielekkie. Osiem lat miałam, jak mama do Polski jeździła, ja sama z braćmi w domu zostawałam. To i jedzenia im musiałam nagotować, i krowę wydoić. Tak że jak podeszłam do tego lustra, to sama się do siebie zaśmiałam: wyglądam, jak wyglądam, dobrze, że żyję. Czasu nie wrócisz.
Opowiedz o swoim narzeczonym Piotrku.
Poznałam go na Ukrainie. Bo ja czasem tam jeżdżę i tam też pracuję w polskiej pizzerii w Drohobyczu. Piotr tam też pracował. Czasem zaprosił mnie na kawę, po pół roku zaczęliśmy się spotykać. Potem on przyjechał do mnie do Polski. Znalazł pracę na budowie.
Piotr Ivaniv, 32 lata
Doszliście już, co było przyczyną pożaru?
Przewód od butli pękł i gaz się ulatniał. Pokoik mieliśmy maleńki, może z pięć metrów kwadratowych, zagracony. Jeszcze poprzedniego dnia Oksanka pranie rozwiesiła. I tak nagle w sekundę wszystko to stanęło w ogniu. Złapałem kołdrę i najpierw rzuciłem się na butlę. Żeby nie wybuchła. Jakby wybuchła, to nie wiem, co by było. Piąta rano, sobota, wszyscy sąsiedzi w domu. Dopiero potem tą kołdrą zacząłem gasić Oksanę i całą resztę.
Ugasiłeś wszystko jedną kołdrą?
To bardzo dobra kołdra. Ciągle pod nią śpimy. Wszystkie nasze rzeczy się spaliły, my się prawie spaliliśmy, a ona cała.
Widzę, że ręka ci się spaliła?
Obie ręce się spaliły, uszy, głowa poparzona była. Ale większość się już pogoiła. Mam dobrą skórę. Tylko ta ręka najgorzej wygląda i kawałka ucha brakuje. Oksankę w szpitalu w śpiączkę wprowadzili, a u mnie wszystko, niestety, na żywca.
Bolało?
Kiedy się paliłem, to była taka adrenalina, że nic nie czułem. Patrzę: dziury w ciele, tu kość wystaje i nic. Jak przyjechało pogotowie, to mówię: 'Dajcie mi jakiś silny środek przeciwbólowy, bo mnie jeszcze nic nie boli, ale jak zacznie, to wam zacznę krzyczeć'. Bolało dopiero w szpitalu, jak skórę zdzierali.
Byliście ubezpieczeni?
Właśnie nam się skończyło ubezpieczenie, bo zaraz mieliśmy jechać na Ukrainę na święta. Dwa szpitale w Warszawie nas przyjęły i zapewniły najlepsze leczenie za darmo. Caritas za nas zapłacił. Potem gazeta lokalna o nas pisała i czytelnicy wpłacali na konto. I za to jesteśmy bardzo wdzięczni. Ale i tak całej należności jeszcze nie zebrano.
Masz rodzinę w Drohobyczu?
Mam mamę i brata. Tata już nie żyje. U nas wszyscy za granicę do pracy jeżdżą. Tak jak wy jeździcie do Irlandii, to ja najpierw jeździłem do Czech, a teraz do Polski. Ostatnio bardziej się opłaca.
A jak mama zareagowała na twój wypadek?
Zadzwoniłem jeszcze ze szpitala, żeby powiedzieć, że nie przyjadę na święta. A taki spuchnięty byłem, że ledwie mówiłem. Mama się zaniepokoiła, ale powiedziałem jej, że mam grypę. Dowiedzieli się przez ambasadę. Mama toby chciała najbardziej, żebyśmy wracali do domu. Ale teraz jeszcze nie można. Oksanka ma poparzone 65 proc. ciała. Przeszła wiele operacji, ma tu lekarzy, którzy ją do końca muszą wyleczyć.




