Dostał od żony eliksir młodości i ma kłopoty

Marta z Tychów wysłała pracującemu w Norwegii mężowi dostępny bez recepty preparat zwiększający witalność. Teraz dowiedziała się, że grozi mu za to więzienie. - Oskarżono go o przemyt środków dopingujących - mówi kobieta.

Marta poznała Jacka pracując w Norwegii. Kiedy się pobrali, zaczęli się starać o dziecko. Nie wychodziło im, więc Marta wróciła do Tychów, gdzie rozpoczęła leczenie. Ginekolog doradził jej, że dobrze by było, gdyby Jacek także zażywał preparaty zwiększające witalność. - Kupiłam więc w aptece opakowanie biosteronu i pod koniec października wysłałam mężowi do Norwegii - opowiada Marta.

Biosteron to reklamowany w telewizji i dostępny bez recepty preparat powstrzymujący proces starzenia. Zawiera wytwarzaną fizjologicznie w organizmie substancję DHEA nazywaną czynnikiem młodości. Preparat dodaje energii i zwiększa aktywność seksualną.

Przesyłka z biosteronem nigdy nie dotarła do Jacka. Kilkanaście dni temu zamiast na pocztę został wezwany przez norweską policję na przesłuchanie. Dowiedział się, że przesyłka z preparatem została przejęta przez służby celne i wysłana do badań laboratoryjnych. Ich wynik wskazywał, że wysłany z Polski preparat zawiera testosteron. Jackowi przedstawiono zarzut przemytu środków dopingujących, ukarano go także grzywną w wysokości 5 tysięcy koron (lub 10 dni więzienia).

Polak otrzymał ostrzeżenie, że jeśli nie zapłaci grzywny, zostanie wydalony z Norwegii . - I nie będę mógł swobodnie poruszać się w krajach strefy Schengen. Czuję się jak mafioso, który ma siatkę dilerów. A to przecież tylko 60 tabletek, które w Polsce może kupić byle nastolatek - denerwuje się Jacek. Jeszcze nie wie, czy zapłaci grzywnę. W czwartek razem ze swoim norweskim pracodawcą będzie negocjował z policją.

Winne kłopotów Jacka są bardzo restrykcyjne przepisy dotyczące wwozu na teren Norwegii lekarstw. - Generalnie nie wolno tam wwozić żadnych leków, wyjątkiem są niewielkie ilości konieczne na użytek własny - powiedziano nam w wydziale konsularnym ambasady norweskiej w Warszawie.

Joanna Pędzik z polskiego konsulatu w Oslo przestrzega przed wysyłaniem pocztą jakichkolwiek medykamentów. - Osobiście nie wysłałabym nawet witamin, bo miejscowe przepisy dotyczące ich składu są inne niż w Polsce. Służby celne zwracają na to uwagę i są w tym bardzo skrupulatne - tłumaczy.

Jacek postanowił, że na święta wróci do Polski. Ma jednak nadzieję, że w styczniu będzie mógł wjechać do Norwegii. - Niech nasza historia z biosteronem będzie ostrzeżeniem dla innych Polaków pracujących w Norwegii - mówi Marta.

P.S.
Imiona bohaterów zostały zmienione

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

Komentarze:

Brak komentarzy. Twój może być pierwszy.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze