Akademik - dom studentów czy hotel?

Zdjęcie - Czy w domu studenckim mogą mieszkać osoby niezwiązane ze szkolnictwem wyższym? Studenci żalą się, że tak właśnie jest - dla nich brakuje miejsc, bo akademiki stają się hotelami. Uczelnie tłumaczą, że to "miejsca komercyjne" - mogą na nich zarobić
Wszyscy studenci, którzy uczą się z dala od swojego miejsca zamieszkania, a nie chcą codziennie dojeżdżać na uczelnię, wiedzą, że miejsce w akademiku jest najlepszym rozwiązaniem. Dlaczego? Po pierwsze - i najważniejsze - jest w miarę tanie (około 200-300 zł). Poza tym ma się tu kontakt z innymi młodymi ludźmi. Po notatki czy książkę można wpaść do sąsiada, w weekendy wspólnie wyskoczyć do kina, a i droga na zajęcia jest przyjemniejsza w towarzystwie znajomych z roku. Dlatego co roku domy studenckie przeżywają oblężenie.

Płockie uczelnie też mogą się poszczycić swoimi akademikami. Dom studencki PWSZ (znajduje się przy ul. Nowowiejskiego) oferuje 179 miejsc, akademik Szkoły Wyższej im. P. Włodkowica (przy ul. Misjonarskiej) może przyjąć 153 osoby, a we Wcześniaku politechniki (przy ul. Dobrzyńskiej) zakwaterowanie znajdzie około pół tysiąca osób. Dużo? Wydawałoby się, że tak. Jednak każdego roku wielu żaków odchodzi z kwitkiem.Kilka dni temu do „Gazety” napisała studentka PWSZ (prosi, by nie podawać jej imienia i nazwiska). Skarży się, że zarówno ona, jak i masa jej znajomych po raz kolejny nie dostali upragnionego miejsca w akademiku: „Zrozumiałabym tę decyzję, gdyby powodem był zwyczajny brak wolnych miejsc. Jeśli jednak wszyscy dowiadują się, że akademik zwiększa liczbę miejsc hotelowych, by uzyskać większe zyski, a studenci go »nie interesują « (!), to nie wiadomo, czy z całej tej sytuacji się śmiać, czy płakać”.

Dziewczyna dodaje, że w obliczu problemu z miejscem w domu studenckim niektórzy nawet rezygnują ze studiów. Ewentualnie dostają miejsce w akademiku innej uczelni, za które muszą płacić więcej (bo są "obcy"). "Wystarczy zajrzeć do akademika Włodkowica. Jest tam bardzo wielu studentów PWSZ" - sugeruje nasza czytelniczka.

O wyjaśnienia poprosiliśmy władze PWSZ i kierownictwo akademika. - Z tych 179 miejsc osiem jest przeznaczonych dla wykładowców, tyle samo dla studentów niestacjonarnych, cztery dla studentów niepełnosprawnych i pięć dla osób obcych, spoza uczelni - wylicza prorektor ds. studenckich i nauczania Jan Kalinowski. - Te ostatnie to tzw. miejsca komercyjne, dużo droższe, z nastawieniem na zysk [student PWSZ za miejsce w pokoju dwuosobowym płaci co miesiąc 230 zł, osoba spoza uczelni 350 zł - red.].

Kierownik akademika Tomasz Korga wyjaśnia natomiast, że od lat liczba tych "obcych" miejsc się nie zmienia. Nie ma więc mowy o tym, że nagle ich przybyło.

- W tym roku 184 studentów złożyło wnioski o zakwaterowanie - mówi prorektor Kalinowski. - 44 osoby nie dostały miejsca, bo nie spełniały określonych w regulaminie warunków. Są to odległość od miejsca zamieszkania (minimum 40 km) oraz dochód na członka rodziny (maksymalnie 1 tys. zł netto). Była jednak druga tura i w tej chwili jeszcze trzy miejsca pozostają wolne.

Prorektor podkreśla, że PWSZ nie zostawia studentów na lodzie. Co roku kierownik akademika kieruje prośbę do domu studenckiego Szkoły Wyższej im. Pawła Włodkowica o przyjęcie młodzieży. A ten nie odmawia.

- U nas jedynym warunkiem dostania miejsca jest wpłata kaucji. To 300 zł, które oddajemy na koniec roku - tłumaczy kierownik akademika Włodkowica Bogumiła Przygoda. - Połowę miejsc zajmują nasi studenci, a resztę osoby z innych uczelni. To prawda, że płacą trochę więcej [studenci SWPW za miejsce w dwójce lub trójce 220 zł, studenci z innych uczelni - 280 zł - red.], ale na brak chętnych nie narzekamy. Natomiast ludzie w ogóle niezwiązani ze szkolnictwem wyższym miejsca nie dostaną. Chyba że w wakacje.

Źródło: gazeta.pl

Komentarze:

Brak komentarzy. Twój może być pierwszy.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze