| Autor |
Wiadomość |
|

tajski masaz
napisano 2010.04.16 10:33
|
http://www.cabines.pl/artykuly/index.php.....
Refleksologia stóp zdobyła już sobie uznanie wielu klientów ośrodków spa, gabinetów kosmetycznych i podologicznych. Tajska wersja tego masażu również zasługuje na uwagę.
Historia refleksologii
Metoda ta praktykowana była już w starożytnych Chinach, Indiach, państwie Inków oraz w Egipcie. Szacuje się, że ma co najmniej 5000 lat. Potwierdzający to egipski piktogram datowany na rok 2330 p.n.e. odkryto na Saharze, na południe od Kairu, w grobowcu wielkiego egipskiego lekarza. To najstarszy znany dokument potwierdzający znajomość tej techniki przez starożytnych.
Chiński ideogram „stopa” oznacza dosłownie „część ciała, która chroni zdrowie”. Chińskie podejście do refleksologii opiera się na uniwersalnej zasadzie, którą można określić następująco: „to, co jest wysoko, jest takie jak to, co jest nisko”.
I tak stopy są zminiaturyzowanym odpowiednikiem człowieka, tak jak człowiek jest repliką wszechświata, złożoną z elementu ziemi (jin) i nieba (jang) oraz poruszaną przez pięć elementów (Woda, Drzewo, Ogień, Ziemia, Metal). Stopa mieści w sobie strefy powiązane z całym organizmem.
W Europie masaż stóp był praktykowany od XIV wieku. Jedno z pierwszych dzieł poświęconych tej technice zostało opublikowane w 1582 roku przez dwóch lekarzy europejskich, a naukową podstawę dla badań nad strefami refleksyjnymi stanowią prace z zakresu neurologii prowadzone w roku 1890. Nowoczesna refleksologia opiera się na dokonaniach amerykańskiego lekarza dra Williama Fitzgeralda.
Szukając skutecznej metody anestezjologicznej w drobniejszych zabiegach chirurgicznych, odkrył, że ból odczuwany przez pacjentów zmniejsza się pod wpływem ucisku pewnych punktów na ciele. Jego teoria, opracowana w roku 1913, dzieli ludzkie ciało na dziesięć stref energetycznych, od głowy po stopy, a każda z nich jest powiązana z określonym organem.
Wreszcie Eunice Ingham (1889- -1974), amerykańska fizjoterapeutka, asystentka dra Fitzgeralda, wypromowała na początku lat 30. refleksologię w takiej postaci, jaką znamy dzisiaj. Jest autorką pierwszego traktatu o nowoczesnej refleksologii, w którym przedstawia mapę wszystkich punktów na dłoniach i stopach. Ufundowała pierwszą szkołę refleksologii, prowadzoną dzisiaj przez jej wnuka Dwighta Byersa.
Czym jest refleksologia
Jest to technika stymulacji stref refleksyjnych, które odpowiadają określonym częściom organizmu. Istnieje wiele form tego masażu: refleksologia stóp, dłoni, twarzy i czaszki, stymulacja stref położonych na nosie za pomocą patyczków, refleksologia uszu...
Najbardziej interesująca jest refleksologia stóp z uwagi na budowę tej strefy i wysoką koncentrację zakończeń nerwowych oraz meridianów. Różne szkoły rozmaicie lokalizują strefy refleksyjne. Wynika to z dwóch czynników: wiedza o refleksologii ewoluuje i możliwe jest coraz bardziej precyzyjne wyznaczanie punktów, poza tym położenie punktów na dostępnych mapach jest jedynie orientacyjne. Dokładna lokalizacja zależy również od indywidualnej budowy morfologicznej. Doświadczony terapeuta potrafi z reakcji pacjenta wywnioskować dokładne położenie punktu.
Chociaż wszystkie formy refleksologii mają na celu pobudzenie procesu ogólnego „samouzdrawiania” organizmu, możemy wyróżnić dwa podejścia:
Według pierwszego refleksologia jest techniką leczniczą, która zwalcza symptomy chorób poprzez podejście holistyczne – traktuje ciało jako całość i próbuje dociec głębokich przyczyn chorób, by usunąć powierzchowne objawy. Terapeuta używa jedynie dłoni, bez kremów i olejków. Zwraca uwagę na stan skóry i wszystkie objawy wyczuwalne dotykiem (plamy, zaczerwienienia, ziarnistość skóry, obecność kryształów kwasu moczowego itd.), z których jest w stanie odczytać obecność chorób różnych organów.
Według drugiego celem refleksologii, jako masażu, jest odprężenie i dobre samopoczucie. Terapeuta używa różnych technik, kremu, olejku oraz akcesoriów (np. drewniane pałeczki w technice tajskiej). Strefy refleksyjne znajdują się nie tylko na stopach, ale i na nogach.
Sposób działania refleksologii
Żeby wyjaśnić, jak działa ta metoda, wysunięto kilka hipotez. Sugerowano, że stymulacja pewnych punktów może pobudzać energię witalną na podobnej zasadzie, jak ma to miejsce w shiatsu, akupunkturze lub tradycyjnym tajskim masażu (nuad bo’rarn). Możliwe też, że pobudza produkcję endorfin, stymuluje nerwy połączone z różnymi organami, przyspiesza krążenie krwi i limfy. Do dzisiaj żadna z tych hipotez nie znalazła naukowego potwierdzenia, co dodaje tajemniczości tej ciekawej technice.
Szkoła tajska
Tajska refleksologia stóp (nuad thao) stanowi część tradycyjnej medycyny tajskiej (podobnie jak masaż nuad bo’rarn, który wykonuje się na osobie ubranej i który obejmuje całe ciało), na którą silny wpływ wywarły medycyna chińska i ajurweda. Słynna szkoła masażu tajskiego mieści się w Bangkoku i nosi nazwę Wat Po. Położona jest w pobliżu świątyni o tej samej nazwie. Nuad thao, wspaniała synteza tradycyjnych technik wykorzystywanych w Azji, jest masażem wykonywanym na krześle lub łóżku do masażu.
Mieszanka kremu z olejkami nakładana jest na stopy i nogi aż do kolan. Drewniana pałeczka pozwala dotrzeć do głębiej położonych stref. Bardzo relaksująca i skuteczna, metoda ta poprawia ogólny stan zdrowia i przywraca dobre samopoczucie poprzez równoważenie energii, pobudzenie krążenia krwi i limfy.
Matthieu Charton
Pascal Vergnes
http://massagethai.info kurs masaz tajski, indonezyjski, tajskimi stemplami ziolowymi, tajskiego masazu stop warszawa wroclaw krakow gdansk koszalin kielce zielona gorlice
więcej w Cabines nr 34
|
|
|

tajski masaz
napisano 2010.10.08 18:04
|
Kursy masaży orientalnych
Serdecznie zapraszamy na kolejne, cykliczne warsztaty masaży z Azji południowo-wschodniej:
Kampinos k Warszawy:
- 30-31.10 masaz na krzesle, techniki orientalne 500zl
- 9-10.11 tajski masaz stop 500zl
- 11-14.11 masaz tajski 900zl
- 15-16.11 tajski stemplami ziolowymi 500zl
Promocja na kursy tajskiego wprowadzajacego w Kampinosie - zniżka 50% dla drugiej i kazdej kolejnej osoby. W innych miejscach dla dwu osób czy więcej przychodzących razem, zniżka po 100zł/osoba na tajski lub indonezyjski, a na stemple i stopy po 50zł/osoba.
Wroclaw
- 9-12.10 masaz tajski 800zl
- 20-21.11 tajski stemplami ziolowymi 400zl
- 25-28.11 masaz indonezyjski 800zl
Krakow Zabierzow
- 12-13.10 stopy 400zl
Kielce
- 16-19.10 tajski 800zl
Koszalin
- 23-24.10 tajski masaz stop 400zl
Bialka Tatrzanska
- 3-5.11 masaz tajski 800zl
- 6-7.11 tajski masaz stop 400zl
Kolejne daty od wielkanocy 2011 (koniec kwietnia) - zimuje w Tajlandii.
Powtórka kursów w Kampinosie bezpłatnie (jeśli przychodzisz na inny kurs) lub 50zł/dzień. W innych miastach 100zł/dzień.
Kursy są tańsze od innych kursów organizowanych do tej
pory w Warszawie czy innych miejscach - i bardziej dostępne dla
uczniów/studentów masazu i fizjoterapii. Jakkolwiek, kursy są otwarte
również dla amatorów masażu, a nawet dzieci/młodzieży z opiekunem.
Zajęcia w Kampinosie: pierwszy dzien 12:00 do 19:00, kolejne dni 9:00 do 18:00, ostatni dzien 8:00 - 16:00. Noclegi w jedynkach i dwojkach z lazienka 40zl. Sniadania 12zl, kolacje 13zl, obiady 15zl. Dojezdzajacy 10zl/dzien, pies 10zl.
http://massagethai.info
|
|
|

tajski masaz
napisano 2010.11.16 20:13
|
Kursy masaży orientalnych
Serdecznie zapraszamy na kolejne, cykliczne warsztaty masaży z Azji południowo-wschodniej:
Wroclaw
- 20-21.11 tajski stemplami ziolowymi 400zl
- 25-28.11 masaz indonezyjski 800zl
Koszalin
- 15-17.04.2011 tajski 800zl
- 7-8.05 tajski masaz stop 400zl
Kampinos k Warszawy:
- 19-21.4.2011 masaz indonezyjski 800zl
- 22-25.04 masaz tajski 900zl (Wielkanoc)
- 26-27.04 tajski stemplami ziolowymi 500zl
- 28-29.04 tajski masaz stop 500zl
- 30.4-3.5 tajski zaawansowany 800zl (Majowka)
Wkrotce dojda terminy na 2011 w Kielcach, Nowym Targu, Wroclawiu i moze Poznaniu.
Kurs masażu tajskiego, tajskiego zaawansowanego, indonezyjskiego, stemplami i stop w Kampinosie - 50% zniżki dla drugiej i każdej kolejnej osoby.
Dla 3 osob przychodzacych razem na wszystkie 5 kursow w Kampinosie 19.4-3.5 (104 h zegarowe nauki) jest znizka 35%, tj 2275/osoba - do uzyskania certyfikatu z kazdego z kursow potrzebna obecnosc 75%.
http://massagethai.info
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.03.11 23:40
|
Uczestniczyłem w kursie masażu tajskiego podstawowego i zaawansowanego oraz kursie masażu indonezyjskiego na ul. Krolewskiej w Krakowie. Na każdym panowała miła i przyjazna atmosfera. Kanya zawsze służyła radą i pomocą. Wiele elementów, których uczyłem się na kursach, wykorzystuję w codziennej pracy. Przemek B. niedowidzacy technik masazysta po Szkole krakowskiej
***
Dziękuje za bardzo dobry kurs masażu tajskiego. Miałem wiele zabiegów tajskiego na całym świecie, również od nauczycieli masażu - u Kanyi czuć nie tylko profesjonalizm technik, ale "ręce z powołaniem", każdy dotyk ma cel i czuć jego efekt. Kanya bardzo dobrze uczy masażu tajskiego, ma żadko spotykany dar.
W czasie masażu czuje się emanujacy z niej spokój. Idealnie zgrane nacisk dłoni, ruchy całego ciała i oddech. Tylko sie uczyć od mistrza. Masaż tajski jest zupełnie inny od klasycznego w tym, że oszczędza dłonie masażysty. Moja fascynacja masazem Tajskim jeszcze bardziej sie ugruntowała po kursie zaawansowanym. Kaya pokazała, jak różnymi technikami masazu (stopą, łokciem, przedramieniem) mozna osiągnąć pożadany efekt. Bardziej uświadomiłem sobie jak ważna jest kolejność wykonywania masażu do osiągniecie lepszego efektu.
Kanya zna wiele ciekawych technik masażu, które nie są uczone normalnie w szkolach. Sa one proste i skuteczne, pozwalają bardziej wczuć sie w klimat masazu Tajskiego. Jestem zainteresowany wymiana zabiegow tajskiego b.gornicki@adler.nazwa.pl Bogdan Górnicki, niewidomy amator masażu, Warszawa, kurs masażu tajskiego Kampinos Majówka i kurs zaawansowany siepien 2010
****
Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać! Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy był wreszcie spokoj. Tomasz Marciniak technik masażysta głuchoniewidomy Rawicz
***
Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza. Krzysztofa Gaj technik masażysta głuchoniewidomy z Krakowa
***
Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim.
Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło.
Na pewno wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Danuta Gronowicz technik masażystka głuchoniewidoma ze Szczecina
***
Kursy sa profesjonalne i rzetelnne. Kanya jest świetnym dydaktykiem, cechuje ją cierpliwośc i spokój, doskonale przekazuje wiedzę - mam na myśli szczególnie osoby słabowidzące i niewidome, które są otoczone dobrą opieką. Kanya podchodzi do każdego i pokazuje, aż do skutku. Podczas demonstrowania kolejnych technik każdy może podejść i dotykać rąk prowadzącej.
Nie każdy ma takie doświadczenie i predyspozycje, Kanya robi to perfekcyjnie. Kurs masażu tajskiego i masażu tajskiego stóp jest doskonałym uzupełnieniem pracy z tkankami miękkimi - dużo streczingu i masażu głębokiego. Są to bardzo skuteczne techniki, polecam i zachęcam do ich poznania. Grzegorz Romanowski, przewodniczący Dolnośląskiej Sekcji Niewidomych i Słabowidzących Masażystów i Fizjoterapeutów Polskiego Zwiazku Niewidomych, Wrocław
*****
Sposób prowadzenia zajęć w pełni mi odpowiada. Kanya to życzliwa osoba, umiejąca przekazać wiedze osobie niewidzącej. Wiem, że jest to cecha, którą nie posiadają wszyscy uczący, nawet z papierami tyflopedagogicznymi, bo tu papier nie pomoże, kiedy nie ma serca. W naszym kręgu kulturowym czasami otwartość, bezinteresowność i, ośmiele się napisać, wręcz dziecięca radość, postrzegana jest z rezerwą. A ja ją za to lubię. My europejczyczy jesteśmy uziemieni. Gosia Cz. extensor01@interia.pl Kurs masazu tajskiego Kielce, Bochnia 10.2009
***
Byłem na kursie masażu tajskiego w Krakowie w szkole masażu dla niewidomych i słabowidzących - kurs super, jestem pod wrażeniem metody i prowadzącej. Od wielu lat jestem masażystą, zajmuje się równiesz akupresurą i terapią manualną, masaż tajski jest pięknym połączeniem i uzupełnieniem tych metod.
Elementy masażu tajskiego wykorzystuję podczas tradycyjnego masażu na stole. Oczywiście wykonuję go również jako całość, na specjalne życzenie klietów, których jest coraz więcej. Polecam masażystom zapoznanie sie z tą metodą, na pewno przyniesie dużo satysfakcji Wam i Waszym klietom. Z kursu zaawansowanego skożystam wiosną. Joachim Trocha, technik masażu, vitasanus@gmail.com Bytom 09.2009
***
Kanya jest fantastyczną osobą. Potrafi wszystko cierpliwie wytłumaczyć, pokazać kilka razy, jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Osobiście dla mnie ważne była niewielka ilość uczestników, bo jestem niewidoma. Każdy mi chętnie pomagał. Zżyliśmy się wszyscy, az żal było się rozstawać.
Chętnie wezmę udział w innych szkoleniach. Masaż Tajski jest bardzo interesujący, jeśli prowadzi go ktoś, kto posiada duże doświadczenie i umie podzielić się swoją wiedzą. Warto skorzystać z kursow Kanyi. Eliza Praska, kurs masazu Gdansk marzec '09
http://massagethai.info
http://sites.google.com/site/masaztajski.....
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.03.11 23:40
|
Masaż tajski subiektywna recenzja
fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego:
"Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży, a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna. Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas zabiegu.
Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy, ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku.
Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać, bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła.
Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach.
Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów.
Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu czułem się jak po treningu karate.
Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży. Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych (przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką.
Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak trudna sztuka.
Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i nie trzeba, choć można, stosować wszystkie.
Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji. Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy neuromobilizacji.
Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez terapeutę.
Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3 wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra, dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość.
Jarek W. "
calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" http://groups.google.pl/group/terapiaman.....
http://sites.google.com/site/masaztajski.....
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.03.11 23:40
|
Tajski dla głuchoniewidomych
Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych
Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy.
Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony internetowej www.massagethai.info Kanya sama się na niej przedstawia jako „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że: Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie 600 na 80 kursach publicznych i prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).
Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty.
A dlaczego w ogóle masaż tajski?
Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób, które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta. Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta technika, którą chcieliby poznać.”
Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja
(fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”)
„Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami, więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa Tajka, a może Anioł Stróż?
Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy po szkoleniu, który by był niezadowolony.
Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław, Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie głośno wszystkim, którzy mają problemy.
Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię, przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy. Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i pochylony do przodu.
Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami, jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic.
Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza.
Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest, ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że więcej pracy, bo od samego rana.
Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie, masowanie, masowanie i spanie.
Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy, powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem. Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem.
Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość, która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj.
Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?”
Wrażenia innych uczestników
Danuta Gronowicz ze Szczecina:
„Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania.
Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki, którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki.
Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.”
Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza:
„Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!”
„Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie cicho.”
„Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.”
http://tpg.org.pl/index2.php?aktu&news=8.....
http://sites.google.com/site/masaztajski.....
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.04.05 22:01
|
http://www.forbes.pl/styl-zycia/artykul/.....
Mikołaj Jeżak, autor jest partnerem i dyrektorem zarządzającym w 5 Stars Club Business Travel
Wizyty w tajskich ośrodkach urody często ocierają się o mistycyzm. Aura niewyobrażalnego spokoju, duch filozofii buddyjskiej niczym mgiełka unoszą się nad obiektami SPA, w których zregenerujemy zarówno ciało, jak i umysł
Przy wejściu wita nas nastrojowa muzyka. Od uśmiechniętej uroczej Tajki otrzymujemy klapki, elegancki szlafrok i jednorazową bieliznę. W powietrzu unosi się aura spokoju, charakterystyczna dla buddyzmu theravada, dominującego na Cejlonie. Po kąpieli w basenie i degustacji herbaty z tamaryndu jesteśmy gotowi na atrakcje SPA. Tajowie uczynili ze SPA sztukę. Każda wizyta w dobrym obiekcie jest ucztą dla ciała, spokojem dla ducha.
Pierwsze SPA w Tajlandii powstały w połowie lat 80. Na początku większość z nich znajdowała się głównie w luksusowych pięciogwiazdkowych hotelach, bo na świecie panowała wówczas moda na wakacje w Tajlandii, a wypoczynek w SPA był synonimem luksusu. W drugiej połowie lat 90. ośrodki SPA niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać w Azji Południowo-Wschodniej. Niemal na każdym rogu ulicy; czy to w wielkich miastach, czy na prowincji można było znaleźć zabiegi SPA pozwalające na natychmiastową regenerację.
Szybko okazało się, że koncepcja rozwoju właśnie tego segmentu turystyki może przynieść krajowi duże zyski i sprawić, że goście, którzy już raz wybrali Bangkok, Phuket czy Hua Hin, powrócą do Tajlandii jeszcze nieraz. Bo to kraj stworzony do tego typu usług. Chodzi o legendarną tajską gościnność, serdeczny sposób bycia i uśmiech, który towarzyszy Tajom na co dzień, wysoką kulturę obsługi klienta i pracowitość. Trzeba jeszcze dodać wspaniały klimat, ciekawą lokalną architekturę, umiejętność dbania o szczegół oraz konkurencyjne ceny.
Nic dziwnego, że dziś tajskie SPA to prawdziwy przemysł. Poza turystami zagranicznymi (obecnie stanowią ok. 70 proc. klienteli SPA w Tajlandii) ta formuła spędzania wolnego czasu przyjęła się również wśród Tajów. Z pewnością do takiego boomu na SPA przyczynił się szybki rozwój tajskich miast oraz potężne zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w stolicy.
Zmienił się także tryb życia i odżywiania młodego tajskiego pokolenia. Tygrysy azjatyckie po prostu zaczęły się dusić. Społeczeństwo przyzwyczajone do spokoju, wiejskiego trybu życia w ciągu kilku lat odnotowywało wzrost produktu krajowego brutto o kilkanaście procent. Zwykli ludzie potrzebowali oddechu. Jednym ze sposobów na znalezienie równowagi duchowej i fizycznej stały się częste i krótkie wizyty w ośrodkach SPA.
Jeszcze kilka lat temu specjaliści nie wróżyli tak spektakularnego sukcesu rozbudowanym salonom masażu. Od 2002 roku liczba nowo otwartych obiektów SPA w Tajlandii jednak się podwoiła. W roku 2002 tajskie SPA odwiedziło 3,3 mln osób, a w 2008 r. już 6 milionów. Singapurska spółka Intelligent Spas podaje, że do grudnia 2009 r. w Tajlandii działało 745 oficjalnie zarejestrowanych ośrodków SPA. Szacuje się, że wygenerowały one przychody rzędu 275 mln dolarów. Spośród 300 najlepszych w 2009 r. SPA na świecie aż 28 tajskich otrzymało prestiżowe nagrody od międzynarodowych instytucji zdrowia i urody.
Eksperci najlepiej ocenili obiekty chińskie, singapurskie i właśnie tajskie. Trzy z nich otrzymały złote medale w swoich kategoriach. Wśród laureatów pojawiły się również obiekty z egzotycznych zakątków Buthanu czy Kambodży.
Tajlandia zbiera owoce działań rządowych z lat 90., gdy intensywnie promowano ideę SPA. Na międzynarodowych konferencjach goście zapraszani byli na seanse SPA, sponsorowano ze środków rządowych szkolenia nowej kadry masażystów i terapeutów, przywrócono do życia tradycyjną historyczną szkołę tajskiego masażu. Ponadto ideę Sanare Per Aquam spopularyzowały również światowe gwiazdy muzyki pop, kina czy znane modelki.
Do Chiva-Som, jednego z najbardziej znanych luksusowych kompleksów SPA w Azji, przyjeżdżają np. Victoria i David Beckham i Kate Moss. Tygodniowy pobyt w takim kurorcie to wydatek rzędu 35 tys. zł za osobę na tydzień. Do dyspozycji gości, oprócz bajecznego apartamentu, są m.in. prywatny terapeuta, dietetyk i seria zabiegów. A jest z czego wybierać. Jak żadne inne SPA w regionie, ośrodek Chiva-Som w Hua Hin może się pochwalić możliwością przeprowadzenia ponad 100 różnych zabiegów. Co ważne, nie trzeba wydawać fortuny, by poczuć się jak nowo narodzony.
W niektórych SPA koszt kilkugodzinnego zabiegu porównywalny jest z dwudaniowym obiadem w przeciętnej warszawskiej restauracji, część obiektów, nawet tych luksusowych, dostępna jest również dla klientów, którzy nie są gośćmi hotelu. Choć zakres możliwych świadczeń i zabiegów rozszerza się z roku na rok, z ankiety przeprowadzonej przez Intelligent Spas w czołowych 159 SPA na świecie wynika, że połowa gości wybiera tylko masaż i cały czas pozostaje on najpopularniejszym zabiegiem także przy konstruowaniu pakietów regeneracyjnych.
Prawie połowa ośrodków SPA w Tajlandii nie oferuje zakwaterowania - są to tak zwane daily SPA. Druga połowa podzielona jest na hotele SPA, SPA destinations i SPA resorts. To kurorty, do których goście, głównie biznesmeni, udają się na trwające minimum sześć dni wakacje.
Jai yin, yin - "spokojnie, wyluzuj", z pewnością ten zwrot usłyszymy w salonie SPA. Drewniane tekowe łoże z białymi baldachimami, delikatny powiew morskiej bryzy, bambusowe przepierzenia dla stworzenia intymnej atmosfery i lekki, unoszący się w powietrzu zapach migdałowego kadzidła. Wygodnie leżąc na brzuchu, obserwuję ocean, po chwili, zanim na dobre rozpocznie się zamówiony zabieg, odpływam. Aby tak się poczuć, nie trzeba wcale jechać nad morze ani w góry. Blisko 30 proc. wszystkich tajskich ośrodków SPA znajduje się właśnie w centrum i na obrzeżach Bangkoku. Ich przepięknie zaprojektowane pomieszczenia sprawiają, że czujemy się jak w naturalnych plenerach.
Spośród tajskich masaży warto wybrać tradycyjny nuad boran. To jedna z najstarszych form masażu, która pojawiła się wraz z buddyzmem w Tajlandii 2500 lat temu. Technikę sprowadził tu Jivaka Kumar Bhacca, żyjący w czasach Buddy osobisty lekarz jednego z królów tajskich. Przyjaźnił się podobno z samym Buddą, służąc poradami medycznymi wielu buddyjskim mnichom.
Swego czasu antyczna stolica tajskiego państwa - Ayuthaya - była skarbnicą wiedzy o ówczesnych szkołach masażu. Niestety, podczas najazdu birmańskiej armii większość bezcennych tekstów została spalona. Jednym z ocalałych dokumentów była 60-stronicowa księga masażu tajskiego przechowywana obecnie przy ołtarzu w Wat Pho, jednej ze znanych buddyjskich świątyń. Oprócz tajskiego masażu tradycyjnego, gwarantowanego właściwie w każdym ośrodku, prawie wszystkie SPA oferują aromaterapię, w większości można znaleźć refleksologię oraz liczne terapie oparte na gorących kamieniach czy ciepłym błocie. Koncepcja SPA ewoluuje. Do zabiegów dołącza się obecnie seanse jogi i akupunktury.
Można również skorzystać z techniki masażu tajskiego przed laty przeznaczonego wyłącznie dla członków rodziny królewskiej. Łączy on techniki stosowane w shiatsu, jamu czy akupresurze. W Chiva-Som, jednym z kultowych ośrodków SPA w Tajlandii, prawie 60 proc. gości korzysta z chiva-som massage polegającego na wcieraniu ciepłych olejków. Specjaliści twierdzą, że starsze ośrodki SPA są jak wino. Pracują w nich doświadczeni terapeuci i masażyści. Z roku na rok ich warsztat pracy się doskonali, a zakres usług jest systematycznie powiększany. Ponadto dzięki kilkunastoletniemu doświadczeniu mają zaufaną grupę klientów. Bez nich trudno byłoby rozwijać się nawet najlepszemu SPA.
Doskonałym przykładem jest założona 16 lat temu Oriental SPA w hotelu Mandarin Oriental w Dhara Dhevi. Można się tam dostać tylko drogą wodną, samo SPA mieści się w odrestaurowanym XIX-wiecznym domu zbudowanym z drzewa tekowego. Oferowane tu zabiegi łączą medytację z tradycyjnym masażem. W Oriental wykorzystuje się tylko naturalne olejki, zioła oraz wyciągi owocowo-roślinne opracowywane według własnej formuły ośrodka.
Najlepsze tajskie sieci SPA: Anantara, Angsana, Aman czy Banyan Tree, są znane na całym świecie. Nie znaczy to jednak, że udając się do mniej znanego obiektu, spotka nas rozczarowanie. Poziom oferowanych usług jest podobny, a coraz większa konkurencja wśród ośrodków sprawiła, że nawet najmniejsze SPA mają szeroki wachlarz usług. W końcu Tajlandia to kwintesencja kultury SPA. Buddyjski spokój wprowadzający w odpowiedni nastrój, egzotyczne zapachy, wspaniała architektura, przestrzeń, bujna roślinność i, oczywiście, niezliczone ilości różnorodnych storczyków.
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.04.05 22:01
|
obszerne fragmenty wpisu z bloga Rafala Uryzaja, fizjo z Poznania - link do calosci mozna wyguglowac:
...
W miniony weekend miałem okazję wreszcie wziąć udział w kursie masażu tajskiego. ...
Był to kurs podstawowy masażu tajskiego trwający 32 h podzielony na 3 dni. Zatem szkoliliśmy sie 3 dni od rana do wieczora - taki mały maraton po tajsku.
Kurs prowadziła znana już w Polsce Kanya Krongboon, która jest przesympatyczną osobą, pełną radości i enztuzjazmu w tym co robi.
Można przyrównać Ją do całej filozofii życia w Tajlandii. Według tego co głosi religia buddyjska (główna religia wyznawana przez większość tajów) życie z założenia ma być ”Sanuk” czyli przyjemne. Wszystko co nie jest ”sanuk” należy przyjmować z pokorą i przeczekać. Zarówno Kanya jak i cały masaż tajski jest ”sanuk”.
Niektórym wydaje się, że jest to silny masaż, z elementami mocnego stretchingu, tylko dla osób lubiących mocne wrażenia.
Owszem momentami może pojawiać się lekki ból lecz jest on tak przyjemny, że aż miło go poczuć, a ulga którą przynosi jest niezapomniana. Po pierwszym dniu szkolenia czułem się świetnie. O poranku dnia następnego czułem sie tak świetnie, że nie chciało się wstawać z łóżka, jednak wizja kolejnego dnia nauki masażu tajskiego szybko zwyciężyła.
Z mojej perspektywy kurs ten to nie tylko nauka praktyczna. To wiele rozmów które miałem okazję toczyć z Kanya na temat masażu, Tajlandii, filozofii i ogólnie o życiu. Nie było mowy oczywiście o jakiejkolwiek barierze językowej, ponieważ Kanya świetnie mówi po angielsku, a miałem też okazję posłuchać trochę języka tajskiego. ...
Szkolenie było prowadzone właśnie zgodnie ze stylem nauczanym w Wat Pho.
Teraz kilka słów o samym szkoleniu.
Główną częścią była oczywiście praktyka. Klasyczny model szkolenia czyli pokaz oraz ćwiczenia uczestników. Miałem okazje wiele razy być modelem i poczuć jak robi to mistrzyni. Kanya zaprezentowała nam ponad 80 technik stosowanych w masażu tajskim (było to oczywiście szkolenie podstawowe). Jednak techniki te pozwalają na wykonanie masażu który trwa nawet ponad 2 h.
Co ważne podczas szkolenia Kanya poświecała czas każdemu kto tego potrzebował traktując indywidualnie każdą osobę i każde zapytanie.
Z początku myślałem, że tak skondensowasne szkolenie trwające od samego rana aż do wieczora będzie dość wyczerpujące. Okazało się jednak, że czas biegł nieubłaganie i aż nie chciało kończyć się zajęć pod koniec każdego dnia. ...
Temat oczywiście nie został wyczerpany i pozostaje tylko ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Moje oczekiwania i wyobrażania co do masażu tajskiego jak najbardziej się sprawdziły i sprawiły, że po szkoleniu mam jeszcze większy zapał do dalszego rozwoju i pogłębiania filozofii wschodu.
Kolejny kurs masażu tajskiego w Poznaniu już we wrześniu. ...
Niemniej jednak zachęcam wszystkich do zapoznania się z masażem tajskim. Jeżeli nie na szkoleniu to jako osoba masowana, bo warto poczuć własne ciało, jego możliwości i wspaniałe odprężenie, które niesie ze sobą przeszło dwugodzinny relaks po tajsku.
http://massagethai.info kurs masaz tajski indonezyjski tajskimi stemplami ziolowymi tajskiego masazu stop warszawa
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.06.02 14:11
|
Artykul z czasopisma "Wyspa Zdrowia"
http://www.wyspazdrowia.pl/spa/artykuly/.....
Masaż tajski
Jest jedną z czterech gałęzi tradycyjnej medycyny Tajów. Reprezentuje jedyny w swoim rodzaju styl terapii orientalnej opartej na zasadach współczucia. Twórcą masażu jest Jivak Kumarbhaccha. Jego podstawy zostały stworzone 2500 lat temu w Indiach, na bazie Ayurwedy oraz technik Jogi. Przez lata rozwijał się i był praktykowany przez mnichów w tajlandzkich w świątyniach.
W masażu tym dokonuje się synteza wielu technik naciskania ciałem, refleksologii, pracy z kanałami energetycznymi i z krwiobiegiem, rozciągania oraz jogi i medytacji w związku z czym praktykujący go terapeuci wykorzystują więcej elementów własnego ciała niż w jakimkolwiek innym stylu leczniczej manipulacji. Jest to zabieg suchy (bez oliwy) wykonywany przez cienkie luźne ubranie na macie rozłożonej na podłodze, z dostateczną ilością miejsca wokół niej co umożliwia terapeucie swobodne przenoszenie środka ciężkości własnego ciała w różne położenia wokół pacjenta i nad nim. Łączy on w sobie bardzo powolne i rytmiczne uciskanie mięśni w celu ich rozluźnienia, a następnie ich rozciąganie w celu zwiększenia zakresu ruchów.
Masażysta masuje nie tylko dłońmi, ale również przedramionami, łokciami, stopami i kolanami, układając ciało osoby masowanej w wybranej pozycji Hatha Jogi dlatego zwany jest czasami Jogą dla Leniwych. Osoba poddawana zabiegowi przyjmuje przy tym wiele różnych pozycji wywodzących się z pięciu zasadniczych postaw - leżenia tyłem, przodem i na boku oraz postaw odwróconej i siedzącej.
Dzięki temu niezwykłemu połączeniu, masaż w sposób holistyczny poprawia kondycje fizyczną, duchową i intelektualną, przynosi fizyczne i psychiczne zrelaksowanie, wzrost sił witalnych oraz odczucie równowagi duchowej. Jednocześnie dzięki bardzo powolnemu medytatywnemu wykonywaniu jest bardzo głęboko relaksujący, rozciąga ciało, rozluźnia i uwalnia napięcia.
Masaż Tajski cieszy się ogromną popularnością na całym świecie, w Polsce jest nową ciekawą propozycją. Stanowi alternatywę dla osób, które nie mogą wykonywać ćwiczeń jogi. Na Zachodzie wielu nauczycieli jogi uczy się tajskiego masażu, ponieważ jego techniki pozwalają im na wzbogacenie swojego warsztatu, szczególnie w pracy z indywidualnymi klientami.
Masaż indonezyjski
Datowany jest na równi z chińskim, jest więc bardzo starym masażem, który czerpał wiele z wpływów medycyny chińskiej, a także indyjskiej. Tradycyjny masaż indonezyjski łączy w sobie techniki jawajskie i balijskie i jest zbliżony do masażu ajurwedycznego.
Jest częścią starożytnego indonezyjskiego systemu uzdrawiania, w którym wykorzystuje się głębokie oddziaływanie dłońmi, elementy jogi, akupresury i refleksoterapii do rozluźnienia mięśni oraz pobudzenia organizmu w celu osiągnięcia stanu harmonii ciała, umysłu i duszy.
Masaż indonezyjski wykonywany jest na macie, z użyciem oleju kokosowego i aromaterapeutycznych esencji.
Rozpoczyna się masażem pleców, następnie rąk, nóg, brzucha, klatki piersiowej (odsłonięta jest zawsze tylko ta część ciała, która jest masowana). Szczególna uwaga skupiona jest na karku, szyi, barkach i przede wszystkim głowy - w tych okolicach uciskane są punkty energetyczne.
Ruchy w masażu indonezyjskim są silne i powolne, wykonywane całymi dłońmi. Zapewnia to głęboką i mocną stymulację tkanki mięśniowej i skórnej, dzięki czemu masaż ten polecany jest szczególnie do wspomagania leczenia kontuzji, cellulitu, zwiotczałej, mało elastycznej skóry.
Masaż indonezyjski poprawia również krążenie krwi i limfy i usprawnia układ odpornościowy oraz nerwowy. Dotyk i piękne zapachy - oleju kokosowego i olejków roślinnych, które unoszą się w powietrzu podczas masażu, wspaniale oddziałują na psychikę relaksując i rozluźniając napięcia.
Ponieważ masaż indonezyjski jest dynamiczny i czasami bolesny nie powinien trwać dłużej niż 60 minut.
Może być stosowany w połączeniu z masażem tajskim i chińskim jako całościowa orientalna koncepcja pracy z ciałem.
Tajski masaż stemplami ziołowymi
Wykonywany jest za pomocą specjalnie przygotowanych bawełnianych stempli (woreczków), w których znajdują się rozdrobnione zioła i przyprawy, między innymi:
imbir - szczególnie popularny w Tajlandii, Chinach i innych państwach tego regionu; rozluźnia napięcie mięśni, rozgrzewa, wspomaga trawienie, działa przeciwbólowo, zwiększa koncentrację i wydolność umysłową, jest afrodyzjakiem,
cynamonowiec kamforowy - pomocny przy przeziębieniach, niskim ciśnieniu, bólach mięśniowych, działa ogólnie pobudzająco, rozgrzewająco, antyseptycznie, zmniejsza napięcia nerwowe, pomocny w stanach depresyjnych,
trawa cytrynowa - uspokaja, działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie, pomocna w stanach depresyjnych,
limonka kaffir - owoc i jego liście tradycyjnie w Tajlandii używane są jako przyprawy; odświeża i relaksuje, działa antyseptycznie,
liście eukaliptusa - działa łagodnie pobudzająco, przeciwbólowo, antyseptycznie, pomocny przy przeziębieniach, zmęczeniu (fizycznym i psychicznym).
Stemple podgrzewa się przez kilka minut w parniku, aby uwolnić zawarte w ziołach olejki eteryczne, a następnie masuje się nimi ciało. Początkowo, kiedy stemple są bardzo gorące wykonuje się jedynie krótkie dotknięcia i przyciśnięcia w określonych miejscach na ciele. W miarę jak stają się coraz chłodniejsze rośnie intensywność masażu, co powoduje, że uwalniają się i wchłaniają w rozgrzaną skórę zawarte w roślinach substancje czynne. Olejki eteryczne nasycają powietrze swoim zapachem co daje wspaniałe wrażenie.
Masaż ziołowy pozytywnie wpływa na stawy i mięśnie rozluźniając je i zwiększając sprawność ruchową. Działa również przeciwbólowo. Poprawia krążenie krwi i limfy dzięki czemu pobudza przemianę materii i usuwa z organizmu toksyny. Zabieg ten jest niezwykle relaksujący i intensywnie stymuluje zmysły dzięki unoszącym się w powietrzu zapachom olejków eterycznych.
Masaż trwa zwykle od 30-45 minut i zalecany po nim jest krótki odpoczynek w cieple (15 minut do pół godziny).
Tajski masaż stóp
Masaż ten wykonywany jest z użyciem specjalnej, owalnej pałki. Rozpoczyna się od nałożenia na skórę stóp i łydek rozgrzewających balsamów i delikatnego rozluźnienia mięśni. Następnie stopy owijane są ciepłymi ręcznikami i dopiero tak przygotowane, poddawane są masażowi.
Tajski masaż stóp jest bardzo intensywny. Ponieważ wykorzystuje między innymi refleksoterapię zapewnia nie tylko stymulację samych stóp ale także całego organizmu.
Możliwe jest natomiast połączenie masażu stóp z masażem tajskim gdyż zabiegi te dobrze się uzupełniają i dopasowują.
http://massagethai.info
|
|
|

tajski masaz
napisano 2011.06.02 14:12
|
Zaawansowany kurs masażu tajskiego - moja subiektywna recenzja
http://groups.google.pl/group/terapiaman.....
Witajcie!
W dniach od 2 do 5 lipca odbył się zaawansowany kurs masażu tajskiego w Krakowie na terenie słynnego MSML. O pierwszym etapie oraz moich odczuciach, co do szkolenia i jego organizacji, pisałem rok temu. Dzisiaj przychodzi czas na moje subiektywne spostrzeżenia dotyczące drugiego etapu.
Drugi etap jest kursem zaawansowanym przeznaczonym dla tych, którzy ukończyli podstawowe szkolenie.
Podczas kursu poznajemy nowe i alternatywne techniki, których nie było na podstawowym szkoleniu. Gdzie i jak uciskać łokciem, kolanami czy stopą. Jak utrzymywać równowagę i lepiej podczas pracy z większym od siebie pacjentem wykorzystywać własne ciało. Jak rozwijać i w którym kierunku techniki podstawowe. Co i kiedy jest dozwolone a co nie. Całkiem nowe techniki rozciągania mięśni, kręgosłupa.
O ile podczas pierwszego etapu Kanya pokazywała nam i kładła dokładny nacisk na to, gdzie i jak przebiegają linie wg. których wykonujemy masaż tajski, oraz na co zwracać uwagę podczas wykonywania poszczególnych technik, to tutaj mieliśmy do czynienia z różnymi wariacjami i urozmaiceniem owych technik.
Przykładowo jedno z rozciągań, streczingu mięśniowego poznane na kursie podstawowym można wykonać jeszcze na 3 inne sposoby, a każdy z nich jest intensywniejszym w odczuciu dla pacjenta i głębiej działającym na jego mięśnie.Ponad to jak wspominałem doszły też nowe techniki.
Prawdę mówiąc dopiero po drugim etapie doceniłem ten masaż.
Po pierwszym też byłem zadowolony, ale drugi na prawdę zamknął to wszystko w spójną, logiczną całość. Po kursie podstawowym wystarczało technik, by zrobić dobry zabieg, ale ciągle mi czegoś brakowało.
Teraz widzę, że pierwszy etap to była faktycznie podstawa. Ciekawa, inna niż to co do tej pory robiłem, ergonomiczna i praktyczna, ale jednak podstawa. Po drugim etapie tego masażu wiem, że gdy go będę praktykował, to posiądę dobre rozwiązania na wiele problemów, które do tej pory spotykałem u pacjentów.
Kanya kładąc duży nacisk na ergonomię wykonywania technik pokazała nam, jak radzić sobie z cięższym i obszerniejszym od nas samych pacjentem. Sam będąc szczupłym facetem od dawna poszukiwałem takich rozwiązań.
Myślę, że jeżeli ktoś ma pomysł na masaż tajski, to w podstawowym kursie musi przeżyć pierwszy dzień. Jest on zwyczajnie nudny, bo Kanya pokazuje zegarmistrzowska prace na nogach i kursanci uciskają, uciskają, trenują i trenują aż do bólu.
Potem zaczyna się robić ciekawie, bo dochodzą streczingi itd.
W drugim etapie od samego początku jest ciekawie, bo po przećwiczeniu materiału z pierwszego kursu i wyjaśnieniu wszystkich wątpliwości zaczyna się praca ze sprytniejszymi i głębiej działającymi technikami. To jest jak kwiatek, który z rana sam w sobie jest ładny, ale gdy się rozwija i rozkłada płatki by w ciągu dnia łapać dużo światła, dostrzegamy go wtedy w całej klasie. Podobnie jest w sztukach walki. Znając i mając opanowane w stopniu bardzo dobrym 5 uderzeń i 3 bloki możemy czuć się pewnie podczas większości zadym. Jednak, gdy znamy ich o wiele więcej i jesteśmy w stanie przewidzieć, w którym kierunku i jak potoczy się akcja, to jesteśmy lepsi.
Po tym kursie znam więcej technik, z pośród których mogę wybierać sobie jak w supermarkecie i dostosowywać zabieg wg. potrzeb własnych i pacjenta.
Uważam, że pierwszy etap nie istnieje bez drugiego. By robić ten masaż dobrze należy zrobić dwa etapy. Szczególnie, jeżeli mamy zamiar wykonywać go zawodowo. Potem pozostaje już trening, trening i jeszcze raz trening, bo w tajskim diabeł i jego siła tkwi w szczegółach i precyzji.
Owe szczegóły i precyzja dają terapeucie maksymalny efekt podczas wykonywanej terapii, przy minimalnym lub małym wkładzie siły własnej.
Co do warunków to szkolenie było na sali gimnastycznej. Kursantów 12, z czego 3 osoby niewidome. Pokoje w internacie w tym samym budynku, a wokół nas same restauracje i pizzernie, sklepy spożywcze itd. Po prostu Kraków, Królewska, logistyczny ful wypas i nic tylko się uczyć.
Każdy niewidomy miał swojego widzącego opiekuna, który był też uczestnikiem pierwszego kursu organizowanego w różnych miejscach w Polsce.
Myślę jednak że nawet jeśli niewidomy nie miałby przewodnika, to na kursie, w którym uczestniczyłem, była tak sympatyczna atmosfera, że na pewno nie czułby się zaniedbany, jeżeli chodzi o skorzystanie z wiedzy, którą Kanya nam sprzedawała.
Podczas pierwszego etapu nie mieliśmy tłumacza. Jednak Instruktorka dokładnie krok po kroku wszystko nam pokazywała i w rezultacie okazało się, że nie jest on niezbędny. Uważam jednak, że podczas zaawansowanego kursu powinien być tłumacz. Powody są dwa. Po pierwszym etapie są często niejasności, pytania i prośby o wyjaśnienie szczegółów. Po drugie, sam drugi etap jest tym, którego siła tkwi w rozwinięciu technik i powinny one być dokładnie objaśnione by uniknąć nieporozumień, bo one same w sobie są bardziej precyzyjne, bogatsze i ciekawsze.
Na naszym kursie był tłumacz i na prawdę szkolenie było, jak i sama organizacja logistyczna, na 6.
Kanya bardzo dobrze zna angielski więc nie należy szukać jakiegoś polskiego Taja czy Tajki by się z Nią dogadać. Wystarczy że ktoś dobrze "spika".
Przyznam się, że byłem współorganizatorem tego kursu stąd moje wyczulenie na logistykę. Jestem niewidomy, a poza tym nie lubię niewygód, gdy muszę skupiać się na czymś innym. Warunki więc mieliśmy bardzo dobre, a co za tym idzie mogłem korzystać z wiedzy Kanya ile chciałem. A chciałem o wiele więcej niż na pierwszym, podstawowym kursie.
Nie wiem, jak teraz jest w Kampinosie, bo Kanya z Jankiem zmienili lokalizacje szkoleń i na fotografiach w internecie owe gospodarstwo agroturystyczne faktycznie wygląda o niebo lepiej, ale te wcześniejsze... Kto czytał moją poprzednią recenzję ten wie co i jak tam wyglądało.
Podsumowując jeżeli ktoś po pierwszym etapie nie czuje się tym masażem rozczarowany, to obowiązkowo powinien zrobić drugi, a na pewno będzie zadowolony.
Po drugim etapie dostajemy certyfikat - tu naszczęście formatu A4. W pierwszym był nieporęcznego formatu A3.
Kanya jak zwykle cierpliwa, spokojna i do skutku wyjaśniająca i pokazująca każdą technikę. Nauczyciel z powołania i przesympatyczna osoba.
Jeżeli macie jakieś pytania to piszcie - odpowiem na wszystkie.
PS.
To co piszę jest moim subiektywnym odczuciem. Z organizatorami kursu nie wiąże mnie żadna umowa handlowa, grzecznościowa czy innego typu.
Pozdrawiam - Jarek
Nr. GG: 4050549
http://sites.google.com/site/masaztajski.....
|
|