|

tajski masaz
napisano 2010.03.09 21:29
|
Jak otworzyc gabinet masazu
Trudna sytuacja finansowa publicznych zakładów opieki zdrowotnej, problemy na rynku pracy dla wykwalifikowanych masażystów i fizjoterapeutów, a także chęć sprawdzenia samych siebie w prowadzeniu własnej działalności sprawiają, że w ostatnich latach pojawiło się wiele gabinetów, w których świadczone są usługi w zakresie masażu leczniczego, kosmetycznego, relaksacyjnego i innych. Gabinety te działają na zasadach indywidualnych praktyk prywatnych lub w ramach kompleksowych ośrodków rehabilitacji leczniczej i odnowy biologicznej. Jednakże są one bardzo zróżnicowane pod względem standardów urządzania i wyposażenia. Jest to ściśle związane z doświadczeniem zawodowym pracującego w gabinecie masażysty i z wielkością środków finansowych zaangażowanych w jego utworzenie.
Indywidualny gabinet masażu na pewno nie może mieścić się w pomieszczeniach znajdujących się w suterenach i piwnicach, co jeszcze niedawno było często praktykowane w wielu ośrodkach i zakładach rehabilitacji. Powinien być usytuowany na parterze lub piętrze - pod warunkiem możliwości korzystania z windy przystosowanej dla osób niepełnosprawnych poruszających się na wózkach.
Pomieszczenie takie powinno mieć metraż, co najmniej 12 m2 z zaleceniem jego zwiększenia do około 15 m2. Dla zapewnienia odpowiednich warunków lokal musi posiadać instalacje: wodociągową (z ciepłą wodą), kanalizacyjną, elektryczną i grzewczą. Grzejniki zapewniające w pomieszczeniach odpowiednią temperaturę w granicach 20 – 220C muszę być gładkie i łatwe do czyszczenia. Podłoga i ściany powinny być gładkie i łatwozmywalne, trwałe i nienasiąkliwe. Użyte wykładziny podłogowe, okładziny ścienne, farby musza być odporne na działanie środków dezynfekujących.
W celu utrzymania higieny osobistej masażysty gabinet musi posiadać umywalkę z ciepłą woda bieżącą, przy której znajdują się pojemniki na mydło w płynie, jednorazowe ręczniki papierowe i ewentualnie pojemnik z płynem dezynfekującym do skóry rąk. Ściana wokół umywalki powinna być łatwozmywalna (płytki, okładziny, farba olejna) do wysokości, co najmniej 1,6 m.
Ważną rolę pełni w gabinecie masażu oświetlenie naturalne w postaci okien lub przeszklonych powierzchni. Powinny one stanowić około 15% powierzchni podłogi. Aby uchronić się przed nadmiernym nasłonecznieniem warto zainstalować żaluzje poziome lub pionowe. Te ostatnie są bardziej praktyczne ze względu na łatwiejsze czyszczenie. W wersji bardzo nowoczesnej możliwe jest zastosowanie szkła okiennego przepuszczającego odpowiednią ilość światła w zależności od intensywności promieniowania słonecznego.
W pomieszczeniach bez dostępu światła naturalnego niezbędne jest zainstalowanie oświetlenia dającego minimum 150 luksów. Prawidłowe oświetlenie jest niezbędne dla łatwego kontrolowania wzrokiem okolic ciała poddawanych masażowi jak również obserwowanie reakcji osoby masowanej.
W celu dokładniejszego przyjrzenia się ewentualnym zmianom na skórze pacjenta lub drobnym grupom mięśniowym np. twarzy wskazane jest użycie przenośnej lampy, która umożliwia dodatkowe oświetlenie miejsca masażu. Godne polecenia są tutaj lampy bezcieniowe eliminujące zasłonięcie cieniem masowanego obszaru. Regulowane, elastyczne ramię umożliwia dowolne ustawienie lampy. Dostępne są w wersji ściennej lub na ruchomym stojaku. Nowoczesne żarówki zapewniają, co najmniej kilka tysięcy godzin pracy.
Wpływ na jakość oświetlenia pomieszczeń wywiera także racjonalny dobór barw - jasnych i pastelowych w tonacji żółci i zieleni. Pomagają one również uzyskać psychiczne odprężenie pacjenta. W pomieszczeniach bez wentylacji naturalnej w postaci wietrzenia, konieczne jest zapewnienie mechanicznej wymiany powietrza w celu zagwarantowania odpowiedniej wilgotności, ruchu powietrza, usuwania nieprzyjemnych zapachów (pot) i zanieczyszczeń.
Trzeba pamiętać, że przy tworzeniu gabinetu masażu należy opierać się na zatwierdzonym przez stację sanitarno – epidemiologiczną projekcie budowlanym sporządzonym przez specjalistę.
Kiedy już posiadamy wykończone pomieszczenie możemy przystąpić do wyposażenia go w sprzęty i urządzenia. Podstawowym elementem tego wyposażenia jest stół do masażu, który stanowi główną część stanowiska pracy masażysty. Możliwości producentów są tu praktycznie niczym nie ograniczone i w związku z tym ich oferta handlowa jest bardzo bogata. O tym, jaki stół jest potrzebny decyduje potencjalny nabywca znający cel, jakiemu ma służyć stół i jakie są jego możliwości finansowe.
Stoły do masażu posiadają wieloczęściowe leżyska pokryte materiałami skóropodobnymi w szerokiej gamie kolorów łatwymi w utrzymaniu ich w czystości. Oparte są na metalowych ramach, czasami zaopatrzonych w kółka umożliwiające łatwe ich przemieszczanie w pomieszczeniu oraz w systemy regulacji wysokości ułatwiające wejście i zejście pacjenta. Regulacja stwarza możliwość dostosowania stołu do wzrostu masażysty, co ma ogromne znaczenie dla zachowania prawidłowej pozycji w czasie pracy. Regulacja wysokości może następować poprzez sterowanie ręczne lub elektryczne i hydrauliczne w droższych wersjach.
Jako przykład można podać dwa typy stołów: S 412 i S 422, produkowane przez firmę INNOW. Są to stoły o wymiarach 195 x 70 cm i wysokości 60 – 90 cm o wadze 45 kg. Posiadają dzielone leżysko i podłokietniki. Wycięcie na nos i usta w części podgłowowej umożliwia pacjentowi swobodne oddychanie poprawiając komfort w czasie zabiegu. Części leżyska pokryte są skóropodobnym, zmywalnym materiałem. Dodatkowo wyposażone są w wieszak na podkłady higieniczne. Regulacja odbywa się ręcznie lub elektrycznie.
Drugim przykładem są stoły do masażu z serii SMA – 2,SMA - 2E i SMA – 2H firmy Tech-Med. Mogą one być wykorzystywane do wszystkich rodzajów masażu leczniczego i sportowego. Każdy stół tego typu posiada lekką konstrukcję nośną z możliwością regulacji wysokości: SMA – 2 ręcznie, SMA – 2E elektrycznie przy pomocy siłownika zasilanego prądem bezpiecznym, z transformatora 220/24V i sterowanego pilotem ręcznym. SMA – 2H sterowany jest poprzez naciskanie dźwigni nożnej siłownika hydraulicznego. Wymiary stołów to 195 x 68 cm.
Jeśli do pracy potrzebujemy więcej niż jednego stołu a powierzchnia gabinetu jest niewielka lub, gdy planujemy wizyty domowe u pacjentów możemy skorzystać z bogatej oferty przenośnych stołów do masażu firmy Habys. Stół MEDMAL posiada aluminiową konstrukcję a wymiary leżyska: 180 x 60 lub 70 cm, po złożeniu 90 x 60 lub 70 x 18 cm, regulowana wysokość 70-90 cm i waga 16-18 kg sprawiają, że stół jest komfortowy w użyciu, a po złożeniu zajmuje niewiele miejsca.
Dodatkowo stoły do masażu można wyposażyć w różnej wielkości kliny i półwałki odciążenie, uniesienie różnych odcinków ciała lub wybiórcze zmniejszenie napięcie grup mięśniowych. Wykonane są one gąbki lateksowej pokrytej materiałem typu skay. W przypadku tańszych stołów bez możliwości regulacji wysokości konieczne jest doposażenie ich w stopnie ułatwiające wejście i zejście pacjenta ze stołu.
W razie braku oddzielnego pomieszczania szatni przylegającej do pokoju masażu konieczne jest wydzielenie jej w części gabinetu. Do tego celu możemy użyć ruchomych parawanów. W tej części powinny się zaleźć: wieszak (ścienny lub stojący), krzesło lub ławka dla ułatwienia rozbierania osobom starszym lub niepełnosprawnym.
Dla łatwego prowadzenia dokumentacji należy umieścić w gabinecie biurko z szufladami, prostą półkę na różne przedmioty i książki. W pobliżu stołu do masażu umieszczamy półkę lub mały stolik na kółkach na oliwki, balsamy talk i serwetki higieniczne używane w czasie zabiegu. Niewielka szafka zamykana z kilkoma półkami będzie służyła nam jako schowek na podkłady higieniczne, ręczniki papierowe, środki czystości i dezynfekcyjne.
Dodatkowymi elementami, w które warto wyposażyć gabinet masażu jest lampa Sollux dla dodatkowego, miejscowego ogrzania ciała pacjenta. W celu zapewnienia maksymalnej czystości pomieszczenia wskazane jest używanie lampy bakteriobójczej. W tak niewielkich pomieszczeniach jak gabinety masażu efektywność zapewniają lampy bakteriobójcze do bezpośredniego naświetlania o mocy 30 – 40 W.
Należy pamiętać, że poziom wyposażenia gabinetu zależy od wielkości pomieszczenia i naszych możliwości finansowych. Zbyt duże oszczędności spowodują, że nie będzie wzbudzał zaufania pacjentów, a praca w nim nie będzie sprawiała nam przyjemności i satysfakcji. Postawmy, więc na nowoczesność i funkcjonalność poparte oczywiście wysokimi kwalifikacjami zawodowymi.
Mam nadzieję, że po zapoznaniu się z treścią tego artykułu wszyscy, którzy już pracują lub też mają zamiar stworzyć sobie stanowisko pracy masażysty uzyskają kilka wskazówek, na co zwrócić szczególna uwagę, aby ich praca stała się dla nich łatwiejsza i przyjemniejsza, a dla pacjentów była bezpieczna i skuteczna.
autorem artykułu jest Andrzej Polok http://www.emedyk.pl/artykul.php?idartyk.....
http://massagethai.info kurs masaz tajski, indonezyjski, tajskimi stemplami ziolowymi, tajskiego masazu stop warszawa wroclaw krakow gdansk koszalin kielce zielona gorlice
|
|

tajski masaz
napisano 2011.09.18 00:01
|
Masaż tajski subiektywna recenzja
fragment opinii niewidomego masazysty o kursie tajskiego:
"Masaż wykonywany jest w parterze, na macie. Nie ma tu żadnej pracy z energią czy jakimiś tam wydumanymi meridianami. Jest to strikte fizyczna robota. Pacjent leży, a terapeuta klęczy obok, nad nim, lub na jednej nodze, gdy druga jest wykroczna. Masaż ten polega na tym, by używać siły własnego ciała i nie męczyć się podczas zabiegu.
Myślałem, że od dlugiego klęczenia będą mnie boleć nogi czy kregoslup lędźwiowy, ale tak nie było. Kanya zwraca uwagę na ergonomię technik i to by podczas ich wykonywania nie zrobiliśmy sobie sami kuku.
Pierwszy etap pokazów to były uciski wzdłuż charakterystycznych dla tego masażu linii na nogach. Nie są one jakieś wymyślnie skomplikowane i łatwo je zapamiętać, bo przebiegają zazwyczaj wzdłuż obrysu mięśni lub ścięgien. Prowadzą od przyczepów jednej grupy do drugiej itd. Uciskasz dwoma kciukami i tyle. No właśnie. Jak się już tak kilka godzin nauciskałem, to chciałem jechać do domu. Myśleliśmy z kumplami, że to będzie takie tam fiki miki, i tu nas Kanya zaskoczyła.
Zaczęła pokazywać techniki rozciągania powięzi, mięśni i pracy na stawach.
Znam wiele technik z terapii manualnej, ale to, co Kanya wydziwiała, robiło wrażenie. Np technika będąca równocześnie trakcją, rozciąganiem powięzi, rotacją, i tak na wielu stawach, mięśniach i na wiele sposobów.
Techniki, poza tym, że skuteczne, to są bardzo widowiskowe. Po pierwszym dniu czułem się jak po treningu karate.
Masaż w niektórych miejscach jest bolesny, ale ból ten musi być znośny i nie duży. Ogólnie wrażenie po tym masażu jest przyjemne. Cały zabieg jest podobny do tych z yumeiho. Jest on jednak w moim odczuciu delikatniejszy, bardziej przemyślany i nie tak siermiężny, jak u japończyków. Nie ma też manipulacji na stawach obwodowych (przynajmniej na pierwszym etapie kursu). Jest to tzw. masaż jogiczny, więc głównie skupia się na streczingu i pracy z tkanką miękką.
Początkowo planowaliśmy, jako starzy wyjadacze, zrobić z kumplami dwa etapy od strzału - podstawowy i zaawansowany. Jednak materiału jest dużo więc postanowiliśmy po pierwszym etapie zrezygnować, by przedstawioną nam wiedzę przetrawić na spokojnie. Nie polecam więc robienia dwóch stopni na raz. Za dużo tego jest, a wiedza, którą dzieli się Kanya wymaga treningu i precyzji. Nie jest to jednak trudna sztuka.
Jest to spokojna, precyzyjna robota. Można ją podzielić na segmenty np. robiąc sam kręgosłup, lub całe ciało albo po prostu nogi ze stopami. Technik też jest wiele i nie trzeba, choć można, stosować wszystkie.
Na pierwszym etapie pokazywany jest ogólny masaż całego ciała w pozycji leżącej na plecach, brzuchu, bocznej jak i siedzącej. Nie ma twarzy i zbyt wielu manipulacji. Nie ma też zbyt żmudnej roboty na samych stopach. Jest natomiast dużo ciekawych rozściągań i pracy z powięzią. Trochę to wszystko zahacza też o podstawy neuromobilizacji.
Ważna jest wygoda samego pacjenta, jak i ergonomia technik wykonywanych przez terapeutę.
Do tego masażu nie potrzebny jest wzrok. Potrzebne są natomiast dobre czucie i trochę orientacji przestrzennej (nie mylić z orientacją w terenie). Pisząc o orientacji przestrzennej mam na myśli uświadomienie sobie, że świad posiada 3 wymiary. W masażu tym bawimy się ciałem rozciągając je w różnych kierunkach. Góra, dół, lewo, prawo - stąd ta widowiskowość.
Jarek W. "
calosc opinii i dyskusja "Masaż tajski - moja subiektywna recenzja" http://groups.google.pl/group/terapiaman.....
http://sites.google.com/site/masaztajski.....
|
|

tajski masaz
napisano 2011.09.18 00:02
|
Tajski dla głuchoniewidomych
Szkolenie z podstaw masażu tajskiego dla osób głuchoniewidomych
Bezpłatne szkolenie dla osób głuchoniewidomych z podstaw masażu tajskiego? Dzięki projektowi, który realizujemy pod hasłem „Weź sprawy w swoje ręce…” stało się to możliwe! Wzięło w nim udział dziesięciu beneficjentów tego projektu, którzy będąc już masażystami, chcieli zdobyć dodatkowe umiejętności i tym samym zwiększyć swoją atrakcyjność na rynku pracy.
Szkolenie odbyło się w miejscu bliskim sercom wielu osób związanych z TPG, czyli w Ośrodku Szkoleniowym Stowarzyszenia „Akademia Łucznica”. Poprowadziła je natomiast Kanya Krongboon, o której dużo można się dowiedzieć ze strony internetowej www.massagethai.info Kanya sama się na niej przedstawia jako „jedyna nauczycielka masażu tajskiego, indonezyjskiego i tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego w Polsce”. Oprócz tego chwali się też, że: Jestem terapeutką i nauczycielką jogicznego masażu tajskiego, indonezyjskiego, tajskiego masażu stóp i tajskiego masażu ziołowego z kilkunastoletnim doświadczeniem. Wykonałam grubo ponad dziesięć tysięcy zabiegów, każdy trwający co najmniej godzinę i wyszkoliłam w trybie indywidualnym w Tajlandii i Wielkiej Brytanii ponad 500 masażystów, jak również prawie 600 na 80 kursach publicznych i prywatnych w Polsce (wielu wracało na moje kolejne kursy).
Katarzyna Ptasznik, koordynator makroregionu południowo-wschodniego, która była odpowiedzialna za przygotowanie szkolenia dla masażystów, informacje te uzupełnia jeszcze o to, że jak wiedziała z wcześniejszych rozmów z Kanyą, ma ona bogate doświadczenie w pracy z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. Było to ważne kryterium przy wyborze instruktora i jak się okazało przyniosło pozytywne efekty.
A dlaczego w ogóle masaż tajski?
Katarzyna Ptasznik wyjaśnia, że inspiracja wypłynęła z kilku źródeł: „Ludzie są coraz bardziej spięci, coraz bardziej potrzebują więc masażu relaksującego. A tajski jest bardziej masażem relaksacyjnym niż leczniczym. Jest doskonały dla osób, które po trudach codziennej pracy chcą sobie zrobić chwilę relaksu. Ponadto: masaż tajski wychodzi poza utarte schematy, więc w naszym społeczeństwie odbierany jest po prostu jako atrakcyjny. Dla naszych masażystów dodatkowym atutem jest też to, że do wykonywania masażu tajskiego nie potrzebują żadnego specjalistycznego wyposażenia – wystarczy kocyk, który rozłożą na dywanie w domu klienta. Przyznać się jednak muszę, że nie ja wpadłam na ten pomysł – podsunęli mi go sami masażyści, biorący udział w projekcie – sygnalizowali, że to jest ta technika, którą chcieliby poznać.”
Szkolenie – okiem uczestnika, Krzysztofa Gaja
(fragmenty – więcej w 4. numerze kwartalnika „Dłonie i Słowo”)
„Dowiedziałem się, że ma być 10 masażystów z całej Polski z przewodnikami, więc zacząłem intensywnie myśleć, jak tylu głuchoniewidomych nauczyć w trzy dni masażu tajskiego i z lekka obawiałem się „wolnej polki", a nawet „partyzantki", jak to się żartobliwie czasem mówi na kurs, który ma być, żeby był. Ciągnęło mnie jednak coś i już, może to prowadząca Kanya Krongboon - prawdziwa Tajka, a może Anioł Stróż?
Już wkrótce miało się okazać, że ja to i owszem, mam wyobraźni całkiem sporo, ale organizator i prowadzący, mieli więcej, bo nie spotkałem kogoś jadącego do Warszawy po szkoleniu, który by był niezadowolony.
Po naszemu, po europejsku, jak masować, to gdzieś na leżance, kozetka jakaś, żeby tapczan chociaż. A tu na podłodze zasłane materacami, na materacach kocyczki i oto całe wyposażenie na początek do masażu tajskiego. Każdy głuchoniewidomy zajął pozycję siedzącą po turecku, albo jakąś parterową, bo i taki materac zachęca od razu do polegiwania nawet. Zrobiło sie gwarno, każdy gada do swojego przewodnika i odwrotnie, więc 20 głosów co najmniej coś tam sobie jeszcze uzupełnia na jakiejś „mózgowej półce". Nie mogę się doczekać na rozpoczęcie. Obok mnie Tomek mój przewodnik, Kasia, przewodnik Zuzanny i tak dalej: Iza, Mariusz, Warszawa, Wrocław, Kraków, Szczecin. Sala dość duża, więc się stresuje, że do mnie nie dotrze coś. W pewnym momencie rozległo sie tradycyjne cii cii cii bo oto z cicha zaczyna do nas przemawiać pani Kanya. Sporo osób zna angielski, ale Małgorzata tłumaczy ofiarnie głośno wszystkim, którzy mają problemy.
Szybka decyzja, kto będzie masowany i oto już Zuzanna leży na materacu i zaczynamy masaż stopy. Nasi przewodnicy dysponują już rysunkami, gdzieś ktoś rozdał, biorę do ręki, kilkanaście, może lepiej stron. Pani Kanya pokazuje pierwszą linię, przewodnicy powtarzają nam, raz i jeszcze raz, do skutku. Wreszcie próbujemy. Uciskam kciukami na stopę Zuzanny od podeszwy i klęczę bogobojnie na kolanach, i pochylony do przodu.
Doczekałem się na panią Kanyę, podchodzi. Od razu poprawia. Ja tu gniotę rękami, jak te kopytka przysłowiowe i szybko, a ja mam naciskać, wolniutko i coraz głębiej przez całe three seconds i jak by tego było mało, to pani Kanya mówi do mnie: come back - wróć. W masażu klasycznym zawsze masuje się dosercowo i nie wraca, a w tajskim jest to come back. Nie dość tego. Coś tu na początku mi nie idzie, pani Kanya widzi, że nie rozumiem, bierze mi rękę na swoje plecy i sama naciska stopę Zuzanny. Nagle zrozumiałem! Ona nie naciska rękoma, ona buja się do przodu i tyłu i naciska jakby całym ciałem, a siła idzie na kciuk. Wchodzi w stopę jak w masło i na dokładkę Zuzanny pytają, czy boli, a ona mówi, że nic, a nic.
Jest gwarno jak w ulu, jedna wielka gadanina, ten zapyta, ten odpowie, ten powtórzy, tamten poda, każdy ma roboty pełne ręce. Spokojna pani Kanya, cicho mówi, jest nieco tajemnicza, bardzo łagodna w ruchach, nie złości sie jak my z gatunku: cholera, już ci trzy razy mówiłem, ile będę powtarzał. Cierpliwie, spokojnie, raz, drugi, trzeci, aż pojął kursant. W tym momencie już wiedziałem, że warto było tu być. Byłem pewien, że mnie tu nie ominie wiedza.
Tak wygniatając sobie wzajemnie obydwoma kciukami nogi, co raz pokazując nowe punkty i linie, wybiła 21:00, koniec na dzisiaj. Ludzie mówią, że fajnie jest, ciężki program nabity na full - jak mawia młodzież, ale owocny. Męczyć, to się Polak lubi, byle wiedział po co. Coś tak czuję, że ludzie mają zapał, wszędzie słychać ożywienie. Koniec dnia. Jutrzejszy, będzie według planu taki sam, tyle, że więcej pracy, bo od samego rana.
Gdybym ten dzień chciał porządnie opisać, tak z detalami, to by trzeba było kilku rozdziałów, więc proponuję streszczenie: jedzenie, masowanie, masowanie jedzenie, masowanie, masowanie i spanie.
Ostatniego dnia, w niedzielę, trenujemy ofiarnie, przypominamy, sprawdzamy, powtarzamy jeszcze, a pani Kanya Krongboon dokładnie sprawdza każdego cichaczem. Chwali i słusznie, bo zawsze lepiej raz pochwalić, niż dwa razy zganić. I oto wypełniamy ankiety po szkoleniu na krótko przed obiadem, brawa, podziękowania i rozchodzimy się na obiad. Pani Kasia - bo na tym kursie tak mówiło się na kierowniczkę, zdecydowała o organizacji po obiedzie. To fajnie tak do kierowniczki wołać Kasia, zwykle kierownik to: kolejka, podanie, odpowiedź, demonstracja wyższości, nierzadko buta, a tu podchodzisz i masz przed sobą kierowniczkę, która mówi, że jest Kasia. Bardzo miłe to wrażenie robiło, nie powiem.
Po obiedzie już spakowani, czekamy na najważniejszą chwilę szkolenia, czyli wręczenie dyplomów i zaświadczeń, a sam jeszcze nie wiem, co to, to też ciekawość, która jest pierwszym stopniem do wiedzy, a ta zła do piekła, wzrasta. Pani Kanya mówi ostatnie słowa, że dobrze nam szło, że możemy się posługiwać masażem tajskim w swoich gabinetach, aż wreszcie ruszyła kolejka do wręczenia świadectw. Każdy ściskał w garści swoje, pod kurtkę chowa, bo pada. Wielkie podziękowania dla pani Kanyi, brawa i brawa, wszyscy się uśmiechają. W końcu zabieramy się do autokaru i do stolicy, skąd wkrótce rozjedziemy się na cały kraj.
Gratuluję pomysłu organizatorom kursu, kogo nie było niech zazdrości i mam nadzieję, że może jeszcze kiedyś taki będzie?”
Wrażenia innych uczestników
Danuta Gronowicz ze Szczecina:
„Na szkolenie przyjechałam, bo chciałam podwyższyć swoje kwalifikacje zawodowe. Poza tym bardzo mnie to interesuje. Ukończyłam kurs masażu klasycznego w „Akademii Fitness”, a o tajskim tylko czytałam wcześniej w Internecie. To jednak nie to samo, co poznać technikę na żywo. Z jednej strony chciałam więc podnieść swoje kwalifikacje, a z drugiej rozwinąć swoje zainteresowania.
Podczas szkolenia najbardziej podobało mi się to, że instruktorka każdy kolejny etap masażu pokazywała każdemu masażyście indywidualnie, wykonując go po prostu na nim. Mogliśmy poczuć, jak ważne jest ciepło jej dłoni i jaka powinna być siła nacisku. Kanya wyczuła też chyba, że moje mięśnie były spięte, więc wykonała na mnie dodatkowo masaż - chodząc po moich udach! Wydawałam przy tym dziwne dźwięki, którym wszyscy się dziwili (śmiech). To zapamiętam najbardziej! Było to mocne ugniatanie, a czułam to najpierw jako mocne ukłucie, które chwilę później powoli się rozchodziło. Stąd te dziwne dźwięki.
Masażu tajskiego nie będę robić osobom, które będą przychodziły do mnie z chorobami kręgosłupa, czy innymi bolesnymi schorzeniami. Przypadek każdego klienta rozpatrzeć będę musiała indywidualnie. Na pewno jednak wielokrotnie wykorzystam elementy tej techniki! Myślę, że klienci też będą tym zaciekawieni i będą przychodzili z ciekawości. A masaż tajski może im pomóc, gdyż pozwala on poruszyć organizm do tego, żeby sam zaczął się regulować. Zawsze jednak powtarzam, że sam masaż nie rozwiąże problemu –doradzam też zwykle zmianę diety i więcej ruchu.”
Mariusz Het z Kluczborka i Tomasz Marciniak z Rawicza:
„Tajski różni się od masażu klasycznego tym, że przy tym pierwszym masażysta musi się dużo nagimnastykować, technika ta wymaga od niego dużo więcej ruchu. Pacjentem też trzeba dużo więcej poruszać!”
„Samo szkolenie? Przeszkadzał mi trochę hałas. Kanya każdy ruch opisywała, dokładnie mówiła jak trzymać palce itp. Gdy wszyscy wokół rozmawiali, trudno było się skupić. Dużo lepiej mi się pracowało po godzinach, gdy już wszyscy się rozeszli i zostałem tylko ja z Mariuszem, Kasią i Kanyą, bo wtedy było wreszcie cicho.”
„Cieszę się, że mogłem poznać Kanyę i wielu innych ludzi.”
http://tpg.org.pl/index2.php?aktu&news=8.....
http://sites.google.com/site/masaztajski.....
|